XII Mistrzostwa Polski Liturgicznej Służby Ołtarza
w Halowej Piłce Nożnej
Częstochowa, 1 – 2 maja 2017 r.

Mistrzostwa Polski Liturgicznej Służby Ołtarza w Halowej Piłce Nożnej, AD 2017W XII Mistrzostwach Polski Liturgicznej Służby Ołtarza w piłce halowej uczestniczyło 155 drużyn, w sumie 1877 uczestników z 33 diecezji. Ministranci rywalizowali ze sobą w Częstochowie w dniach 1-2 maja 2017 roku.

Mistrzostwa rozpoczęły się 1 maja Mszą św. w kościele pod wezwaniem. św. Wojciecha, której przewodniczył abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. Zebranych powitał ks. prał. Stanisław Iłczyk, proboszcz parafii Św. Wojciecha.

W homilii abp Depo odwołał się do myśl Dwighta Morrowa, który zauważył, że „świat podzielony jest pomiędzy ludzi, którzy działają, coś robią i tych, którzy zbierają za to laury. Postaraj się, jeżeli możesz, należeć do pierwszej grupy. Jest w niej dużo mniejsza konkurencja”. To dobra wskazówka na progu zmagań i rywalizacji sportowych. Trzeba być w grupie tych, którzy czegoś dokonują, a dokonywać to znaczy zanurzyć się w głębię swego wnętrza i odkryć swoją niezbywalną godność i wartość.

Metropolita częstochowski z naciskiem powiedział: „nie można redukować człowieka do wymiaru materii i mówić o jego wartości rzekomo uzależnionej od stanu posiadania i osobistych sukcesów i osiągnięć. Wartość człowieka wynika z aktu stwórczego samego Boga, który stworzył go na swój obraz i nadał mu osobową godność dziecka Bożego, umiłował i w Jezusie Chrystusie prowadzi drogami zbawienia.

Mistrzostwa Polski Liturgicznej Służby Ołtarza w Halowej Piłce Nożnej, AD 2017Arcybiskup przypomniał, że świat potrzebuje dziś świadków na co dzień, którzy mówią o Bogu swoim życiem. Przykładem może tu być św. Wojciech. On nie tylko głosił Ewangelię naszym praojcom, on żył Ewangelią i oddał swoje życie w roku 997 za głoszoną prawdę o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. Przewodnikiem na drogach wiary i zawierzenia Bogu może być również św. Szczepan. Był on człowiekiem pełnym Ducha Świętego i mądrości. Potrzebujemy daru Ducha Świętego i daru mądrości, abyśmy byli prawdziwymi świadkami Chrystusa obecnego w Kościele, w Jego Ewangelii, Eucharystii i innych sakramentach świętych.

Olimpiada to duży wysiłek i próba charakteru. Arcybiskup zachęcał ministrantów do zmagań o życie z charakterem i solidarność z drugim człowiekiem.

„Życzę wam, abyście zmagając się ze sobą o tytuły byli normalni łaską Boga i piękną solidarnością” – zakończył abp Depo.

Wieczorem uczestnicy mistrzostw wzięli udział w modlitwie Apelu Jasnogórskiego w kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze.

Mecze rozgrywane były na 12 halach sportowych. Organizatorami mistrzostw były: Duszpasterstwo Liturgicznej Służby Ołtarza Archidiecezji Częstochowskiej, KNC – „Króluj nam Chryste” – ogólnopolski miesięcznik dla ministrantów, ks. Paweł Guminiak – pomysłodawca i inicjator mistrzostw, Częstochowski Okręgowy Związek Piłki Nożnej oraz Gminy: Konopiska, Olsztyn, Rędziny, Kłobuck, Miedźno, Poczesna. Patronat nad XII Mistrzostwami Polski Liturgicznej Służby Ołtarza w piłce halowej objął abp Wacław Depo, metropolita częstochowski.

Po zakończeniu fazy pucharowej wszystkie drużyny spotkały się w hali sportowej przy ul. Żużlowej, gdzie odbyły się mecze finałowe.

Na zakończenie mistrzostw 2 maja w Hali Sportowej w Częstochowie odbył się koncert w wykonaniu znanego hiphopowca ks. Jakuba Bartczaka, z wrocławskiego Biskupina.

Mistrzostwa Polski Liturgicznej Służby Ołtarza w Halowej Piłce Nożnej, AD 2017Jako osoba świecka, wybrał studia teologiczne, gdyż na wydziale miało być dużo urokliwych studentek. Gdy jego brat leżał w śpiączce, złożył Bogu propozycję: „mój brat Michał wyzdrowieje, a ja pójdę do seminarium duchownego”. I choć brat zmarł, Jakub zamienił garnitur na czarną sutannę.

Mistrzostwa Polski Liturgicznej Służby Ołtarza w Halowej Piłce Nożnej, AD 2017Małe dziecko, zafascynowane rapowaniem i śpiewem księdza otoczonego rapującą młodzieżą i dziećmi, wyrywa się z rąk ojca, by w tym zdumiewającym dla mnie spektaklu uczestniczyć.

Parafię św. Karola Boromeusza a zarazem miasto Żyrardów i Diecezję Łowicką reprezentowali nasi ministranci w składzie:

1. Marcin Milczarek
2. Kamil Płużyński
3. Adrian Micewicz
4. Kacper Gruza
5. Maciej Obszyński
6. Grzegorz Filutowski
7. Piotr Powichrowski
8. Damian Malka

Mistrzostwa Polski Liturgicznej Służby Ołtarza w Halowej Piłce Nożnej, AD 2017W drugi dniu rozegrali cztery mecze:

z ministrantami z Parafii Najświętszego Zbawiciela w Przegini, diecezja sosnowiecka
z ministrantami z Parafii św. Katarzyny w Prątnicy, diecezja toruńska
z ministrantami z Parafii św. Wojciecha w Kielnie, diecezja krakowska
z ministrantami z Parafii Wszystkich Świętych w Niechłoninie, diecezja płocka

Trzy pierwsze mecze wygrali, czwarty przegrali.

Kategoria lektor starszy, zajęte miejsca:

1. parafia Matki Bożej Królowej Świata w Radomiu (diecezja radomska)
2. parafia Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Czarnej Tarnowskiej (diecezja tarnowska)
3. parafia Świętej Trójcy w Jasionówce (archidiecezja białostocka)
4. parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa w Tomaszowie Lubelskim (diecezja zamojsko-lubaczowska)
5. parafia św. Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Chwaszczynie (archidiecezja gdańska)
5. parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Nowej Wsi Szlacheckiej (archidiecezja krakowska)
5. parafia Bożego Ciała w Łagiewnikach Kościelnych (archidiecezja gnieźnieńska)
5. parafia św. Mikołaja w Dobrem (diecezja warszawsko-praska)
9. parafia Narodzenia NMP w Centawie (diecezja opolska)
9. parafia Wniebowzięcia NMP w Opatowie (diecezja sandomierska)
9. parafia św. Michała Archanioła w Nockowej (diecezja rzeszowska)
9. parafia św. Wojciecha w Mikołowie (archidiecezja katowicka)
9. parafia św. Józefa w Łańcucie-Podzwierzyńcu (archidiecezja przemyska)
9. parafia św. Marcina w Grążawach (diecezja toruńska)
9. parafia św. Brata Alberta w Radomiu (diecezja radomska)
9. parafia św. Walentego w Konopiskach (archidiecezja częstochowska)
17. parafia św. Michała Archanioła w Lipuszu (diecezja pelplińska)
17. parafia Matki Bożej Fatimskiej w Chojnicach (diecezja pelplińska)
17. parafia św. Andrzeja Boboli w Małęczynie (diecezja radomska)
17. parafia św. Wojciecha BM w Wąwolnicy (archidiecezja lubelska)
17. parafia św. Stanisława Kostki w Poznaniu (archidiecezja poznańska)
17. parafia Niepokalanego Poczęcia NMP w Gowidlinie (diecezja pelplińska)
17. parafia Wiebowzięcia NMP w Miasteczku Śląskim (diecezja gliwicka)
17. parafia Narodzenia NMP w Mińsku Mazowieckim (diecezja warszawsko-praska)
17. parafia Niepokalanego Poczęcia NMP w Jaślanach (diecezja sandomierska)
17. parafia św. Leona i Bonifacego w Gołdapi (diecezja ełcka)
17. parafia św. Walentego w Wiązownicy (archidiecezja przemyska)
17. parafia Wszystkich Świętych w Żelaznej (diecezja łowicka)
17. parafia św. Floriana w Wysokiej (diecezja opolska)
17. parafia Przemienienia Pańskiego w Makowie Podhalańskim (archidiecezja krakowska)
17. parafia św. Stefana w Radomiu (diecezja radomska)
17. parafia św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Mierzycach (archidiecezja częstochowska)
33. parafia Wszystkich Świętych w Niechłoninie (diecezja płocka)
34. parafia św. Karola Boromeusza w Żyrardowie (diecezja łowicka)
35. parafia św. Wojciecha w Kielnie (archidiecezja gdańska)
35. parafia św. Jadwigi Śląskiej w Chorzowie (archidiecezja katowicka)
37. parafia św. Katarzyny w Prątnicy (diecezja toruńska)
37. parafia Matki Bożej Królowej Polski w Tenczynie (archidiecezja krakowska)
37. parafia Wniebowzięcia NMP w Kępnicy (diecezja opolska)
37. parafia św. Katarzyny DM w Witoni (diecezja łowicka)
41. parafia Najświętszego Zbawiciela w Przegini (diecezja sosnowiecka)
41. parafia św. Brata Alberta w Sędziszowie (diecezja kielecka)
41. parafia św. Jana Kantego w Częstochowie (archidiecezja częstochowska)
41. parafia św. Ojca Pio w Gdańsku (archidiecezja gdańska)
45. parafia św. Stanisława BM w Wielgomłynach (archidiecezja częstochowska)
46. parafia św. Maksymiliana Kolbego i Matki Bożej Różańcowej w Kopytowej (archidiecezja przemyska)
47. parafia św. Marcina w Jaworze (diecezja legnicka)
47. parafia Świętej Trójcy w Kłotnie (diecezja włocławska)
49. parafia Podwyższenia Krzyża Świętego w Raszkowie (diecezja kaliska)
49. parafia NMP Matki Miłosierdzia w Łodzi-Ruda (archidiecezja łódzka)
49. parafia Podwyższenia Krzyża Świętego w Widawie (archidiecezja łódzka)
49. parafia św. Józefa w Pruszkowie (archidiecezja warszawska)

Rekolekcje wielkopostne
30 marca – 2 kwietnia 2017 r.

Czwartek – 30 marca 2017 r. – I dzień rekolekcji wielkopostnych
7.00 – Msza św. z nauką dla dorosłych
8.00 – Msza św. z nauką dla młodzieży
9.30 – Msza św. z nauką dla dzieci – kl. IV – VI
10.45 – Msza św. z nauką dla dzieci – kl. „0”- III
16.30 – Msza św. z nauką dla dorosłych, niepełnosprawnych, przeżywających jesień życia
18.00 – Msza św. z nauką dla dorosłych i młodzieży pracującej
Po Mszy św. nauka stanowa dla rodziców

Piątek – 31 marca 2017 r. – II dzień rekolekcji wielkopostnych
7.00 – Msza św. z nauką dla dorosłych
8.00 – Msza św. z nauką dla młodzieży
9.30 – Msza św. z nauką dla dzieci – kl. IV – VI
10.45 – Msza św. z nauką dla dzieci – kl. „0”- III
17.30 – Droga Krzyżowa
18.30 – Msza św. z nauką dla dorosłych i młodzieży pracującej
Po Mszy św. nauka stanowa dla rodziców

Sobota – 1 kwietnia 2017 r. – III dzień rekolekcji wielkopostnych
7.00 – Msza św. z nauką dla dorosłych
9.30 – Msza św. z nauką dla młodzieży
11.00 – Msza św. z nauką dla dzieci
12.30 – Msza Św. i Sakrament Namaszczenia Chorych z nauką dla chorych
18.00 – Msza św. z nauką dla dorosłych
Po Mszy św. nauka stanowa dla rodziców

Niedziela – 2 kwietnia 2017 r. – IV dzień rekolekcji wielkopostnych
8.00 – Msza święta z nauką dla wszystkich
9.30 – Msza św. z nauką dla młodzieży
11.00 – Msza św. z nauką dla dzieci
12.30 – Msza św. z nauką dla dorosłych
17.30 – Gorzkie Żale i kazanie pasyjne
18.00 – Msza św. z nauką rekolekcyjną dla wszystkich

Zakończenie rekolekcji. Komunia wspólna. Udzielenie odpustu zupełnego lub cząstkowego, w zależności od stopnia otwarcia się na działanie łaski Bożej. Specjalne błogosławieństwo Ojca Rekolekcjonisty relikwiami św. Karola Boromeusza.

Spowiedź – w piątek i sobotę, podczas wymienionych nabożeństw.

Rekolekcje przeprowadzi ks. dr Mariusz Oryl, dyrektor Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego im. św. Stanisława Kostki w Sikorzu.

Zwycięstwo ministrantów w piłce nożnej halowej
marzec 2017 r.

Zwycięstwo ministrantów w piłce halowej, parafia św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieMinistranci parafii św. Karola Boromeusza zajęli I miejsce w Turnieju Finałowym XIII Grand Prix Diecezji Łowickiej Ministrantów i Lektorów w Piłce Nożnej Halowej o Puchar Biskupa Łowickiego w kategorii “Szkoła Ponadgimnazjalna”. Zakwalifikowali się do turnieju ogólnopolskiego, w którym zmierzą się z najlepszymi drużynami z wszystkich diecezji w Polsce. Rozgrywki odbędą się w Częstochowie, na początku maja 2017 r.

Do gratulacji składanej naszym ministrantom przez ks. biskupa dr. Wojciecha Osiala dołączamy nasze gratulacje, życzenia dalszych sukcesów w rozgrywkach sportowych, męskiego hartu i gorliwości w posłudze ministranckiej w naszym pięknym parafialnym kościele.

Zwycięstwo ministrantów w piłce halowej, parafia św. Karola Boromeusza w Żyrardowie

Refleksje kolędowe proboszcza
luty 2017 r.

p. Irena i Adam Pindor, parafia św, Karola Boromeusza w ŻyradowieKolęda – ogromny potencjał emocji i przeżyć

Dzwonię, stając przed zamkniętą bramką, dzwonię natarczywie, by mieć moralną pewność, że dzwonek funkcjonuje prawidłowo, a jego dźwięk dociera do uszu mieszkańców domu.

Otwiera się okno.
- Kto tam?
- Proboszcz parafii św. Karola Boromeusza, kolęda!
- Nie! Dziękuję!
- Przepraszam, tylko jedno pytanie, zagaduję osobę, która odsłoniła przede mną swoje oblicze.
- Słucham?!
- Czy mamy szansę spotkać się jeszcze przed śmiercią?
- Chwila refleksji, odpowiedź: „niech ksiądz wchodzi”, zapala się zielone światło, wchodzę.

Inna ulica, inna posesja, ten sam dialog przed zamkniętą bramką i wreszcie pytanie:
- Czy mam szansę spotkać się z panem przed śmiercią?
Odpowiedź brzmi:
- Nie ma żadnych szans. Życzę swemu rozmówcy błogosławionego, miłego wieczoru. Odchodzę, by odnaleźć się w innej rzeczywistości: bramka szeroko otwarta, nie trzeba dzwonić. Wchodzę do pokoju skąpanego w blasku światła, choinka pełna aniołów, na stoliku krzyż z wizerunkiem Chrystusa, obok płonące świece: biała i czerwona kula woskowa wielkości dojrzałego owocu pomarańczy, talerz z wodą święconą i kropidło, rodzina w komplecie, nawet córka Marta, która uprawia siatkówkę i wchodzi w skład drużyny piłkarskiej jest obecna tym razem na kolędzie. Dyplomy i zdobyte puchary w rozgrywkach o mistrzostwa Polski i Europy.

Śpiewamy kolędę „Dzisiaj w Betlejem”. Wszyscy są odświętnie ubrani, zaopatrzeni się w śpiewniki parafialne, pełnym głosem śpiewają. Rozlewa się radość i wzruszenie. Odmawiamy Modlitwę Pańską przed błogosławieństwem. Udzielam błogosławieństwa w imię Trójcy Przenajświętszej. Kropię wodą święconą mieszkanie. Woda święcona jest bardzo ważna. Nie lubi jej diabeł. W mieszkaniu skropionym wodą święconą zaczyna się dusić i czmycha czym prędzej, by nie doświadczać dyskomfortu.

Andre Frossard w książce „36 dowodów na istnienie diabła” wyraża językiem bardziej literackim to, co chciałbym tu powiedzieć. Diabeł się zwierza: „Średniowiecze widziało mnie wszędzie, a przecież nigdzie mnie nie było. Przepędzany przez waszych egzorcystów, odpychany przez niepowstrzymane fale wody święconej, która zalewała mi twarz niczym morskie bałwany, przekreślany niezliczonymi znakami krzyża, na wpół uduszony przez wasze szkaplerze, stawiany pod pręgierzem na kapitelach waszych katedr, zredukowany zostałem przez waszych kaznodziejów do obrazu Węża.

Mam wielce niemiłe wspomnienia z tamtych czasów i już dosłownie nie wiedziałem, jak się z tego wyplątać, kiedy przyszła mi do głowy myśl genialna. Wylansowałem słowo „obskurantyzm”, pochwycone od razu z entuzjazmem przez waszych humanistów, którzy mu zapewnili wyśmienitą karierę. Był to pomysł tym bardziej hultajski, że słowo to stało w sprzeczności absolutnej z wielobarwnym i żywiołowym charakterem tamtych czasów, z radością dwudzielnych strojów, czerwonych, zielonych, żółtych, niebieskich, z filuternym znakiem zapytania słynnych ciżemek, z blaskiem iluminowanych woluminów, niezwykłym pożarem witraży i niepokalaną bielą znaków kontemplacyjnych.

Określić jako „obskurny” ten nieustanny balet kolorów i pyszniącego się nadmiaru, to było niskie zagranie, ale cóż – subtelność w postępowaniu z wami nie popłaca. Całe pokolenia dudków marynowanych w waszych instytucjach pedagogicznych nauczyły się widzieć Średniowiecze jako ciemną jaskinię pełną nietoperzy, a przecież ja nie będę was pouczał, że był to niedzielny poranek, cały skąpany w nienawistnym słońcu”.

Marta, parafia św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieBiorę do ręki ostatni ze zdobytych pucharów i odczytuję napis widoczny na metalowej tabliczce: „Za zajęcie I miejsca w ćwierćfinale Mistrzostw Polski Juniorek w Koszykówce. Poznań, 1-3.04.2016, i myślę, ile trzeba włożyć trudu, by zdobyć taki puchar? Czy rozumiemy, czy pamiętamy, że wszyscy jesteśmy zawodnikami?

Marta, parafia św. Karola Boromeusza w Żyrardowie W dobrych zawodach uczestniczymy. Całe życie walczymy, a może bardziej poprawnie, zmagamy się o puchar zbawienia.

Czy możesz ofiarować fotografie ze swoich sportowych zmagań? Chciałbym je umieścić na parafialnej stronie internetowej, by wszystkim internautom zaglądającym na naszą stronę, przypomnieć, że zmaganie się o puchar zbawienia to bardzo fascynująca sprawa, a zarazem poważna i odpowiedzialna jak śmierć i życie.

Czy to prawda, że w tym roku mniej rodzin przyjęło księdza z kolędą?

Nie podzielam tej opinii i nie dostrzegam mniejszego zainteresowania kolędą. Dla ilustracji przywołam na pamięć ul. Harcerską. Były tam zawsze problemy z kolędą, a w tym roku kolędowym tylko jedna rodzina odmówiła przyjęcia wizytującego proboszcza.

Czy to prawda, że miłość w małżeństwie się wypala wcześniej czy później i pozostaje tylko popiół?

p. Agnieszka i Michał Niemojewscy, parafia św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieKolędą zostały objęte pary żyjące w związkach nieformalnych, pary żyjące w związkach zakotwiczonych tylko w kodeksie prawa cywilnego bez sakramentu małżeństwa oraz małżeństwa sakramentalne. Odpowiedź na tak sformułowane pytanie była jednoznaczna. Miłość się nie wypala. Prawdziwa miłość zna swój początek, ale nie zna swego kresu. Trwa wiecznie. „Wierzymy w miłość wieczną” oświadczają: Agnieszka i Michał Niemojewscy i ofiarowują mi fotografię. Na fotografii umieszczają datę zawarcia sakramentu małżeństwa (10.09.2016) i dedykację: „Z wiarą w wieczną miłość”.

Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o trwałość miłości było dominantą moich rozmów kolędowych. Inspiracją do stawiania tak sformułowanego pytania było świadectwo zaczerpnięte z niezwykłej tradycji chorwackiej:

Małżeństwa bez rozwodów
Niezwykła tradycja chorwacka

W Sirokim Brijegu w Hercegowinie na 13 tysięcy wiernych nie ma ani jednego rozwodu. Jak daleko sięga ludzka pamięć, nie rozpadła się tu ani jedna rodzina. Czy Hercegowina cieszy się szczególną łaską ze strony Boga? Czy istnieje jakiś cudowny środek przeciw demonowi podziału?

Odpowiedź jest bardzo prosta. Podczas stuleci pod panowaniem tureckim, a później komunistycznym Chorwaci byli okrutnie prześladowani za wiarę chrześcijańską, z doświadczenia więc wiedzieli, że ich zbawienie jest tylko w Krzyżu Chrystusa i nie zależy od projektów rozbrojenia, pomocy humanitarnej czy pokojowych traktatów, chociaż i te są potrzebne. Źródłem zbawienia jest krzyż. Chorwaci posiadają mądrość i nie dają się oszukać w sprawach dla nich ważnych. Dlatego swoje małżeństwa nierozdzielnie wiążą z krzyżem Chrystusowym. Małżeństwo, które rodzi życie ludzkie, osadzili na krzyżu, który daje życie Boże.

Gdy pary młodych przygotowują się w Chorwacji do sakramentu małżeństwa, nie mówi się im, że znaleźli idealną osobę, najlepszą partię. Nie! Kapłan oznajmia: ,,Znalazłeś swój krzyż. To jest krzyż, żeby go kochać, żeby go nieść, krzyż, którego nie będzie można odrzucić, lecz kochać”. Słowa te wypowiedziane we Francji wprawiłyby narzeczonych w osłupienie. Lecz w Hercegowinie krzyż przypomina miłość, a krucyfiks jest domowym skarbem.

Narzeczeni, udając się do kościoła, biorą ze sobą krucyfiks, który ksiądz błogosławi. Podczas wypowiadania przysięgi małżeńskiej odgrywa on główną rolę. Narzeczona kładzie swoją prawą dłoń na krzyżu, a narzeczony – na jej dłoni. Obie dłonie, złączone ze sobą, osadzone są na krzyżu. Kaplan kładzie stulę na ich dłoniach, a wówczas wypowiadają oni słowa przysięgi małżeńskiej i obiecują sobie wierność zgodnie z rytuałem Kościoła. Małżonkowie nie obejmują siebie, lecz krzyż – źródło miłości. Ten, kto widzi ich ręce złączone na krzyżu, rozumie, że jeśli mąż opuści swoją żonę lub żona opuści swojego męża, wtedy porzuci krzyż. A gdy ktoś opuścił krzyż, nic mu już nie zostaje, stracił wszystko, ponieważ zostawił Jezusa.

Po ceremonii ślubnej małżonkowie zabierają krucyfiks i umieszczają go na honorowym miejscu w domu. To miejsce staje się centrum modlitwy rodzinnej, gdyż są oni przekonani, że z tego krzyża zrodzone jest ich małżeństwo i przyszła rodzina.

Gdy pojawiają się problemy, przed tym krzyżem szukają pomocy. Nie idą do adwokata, psychologa, wróżbity czy astrologa, żeby uregulować swoje sprawy. Nie, idą do Jezusa, przed krzyż. Uklękną i przed Jezusem wyleją swoje łzy, wypłaczą swoje cierpienie, a przede wszystkim wzajemnie sobie wybaczą. Nie zasną z ciężkim, urażonym sercem, ponieważ udali się do Jezusa, który jako jedyny ma moc ich zbawić. Będą też uczyli swoje dzieci obejmować krzyż każdego dnia, by nie kładły się spać jak poganie, bez podziękowania Jezusowi. Dla dzieci Jezus zawsze jest przyjacielem rodziny, którego się szanuje. Żeby czuły się bezpiecznie, nie dostają na noc przytulanki, lecz mówią Jezusowi ,,dobranoc” i obejmują krzyż. Zasypiają z Jezusem, nie z misiem. Wiedzą, że On trzyma ich w swoich ramionach i nie muszą niczego się lękać, ich lęki rozprasza pocałunek dany Jezusowi.

(Źródło: SPRAWY RODZINY Kwartalnik Duszpasterstwa Rodzin, Nr 88/4/2009)

Wchodzę do mieszkania na ulicy Ogińskiego. Uwagę moją przyciąga portret ślubny w ramce za szkłem. Widać na nim urzekających urodą młodych nowożeńców. Upływający czas mocno wystudził kolory portretu. Uchwycone na gorąco piękno wytrzymało próbę czasu.

ppPindorPytam przyjmujących kolędę gospodarzy domu: „To wasz portret ślubny?” „Tak!” „Pamiętacie datę zawarcia związku małżeńskiego?” Irena i Adam Pindor odpowiadają po krótkiej refleksji: 20 kwietnia 1974 roku w kościele parafialnym św. Józefa w Baranowie. W tym roku, to już 43 rocznica. Nasza miłość trwa nadal. Przyniosła błogosławione owoce; trzy córki: Małgorzata, Elżbieta i Monika.

Kolęduję na Alei Wyzwolenia. Jestem u państwa Oklesińskich. Śpiewamy kolędę „Wśród nocnej ciszy”. Pani domu zmaga się z grypą. Po odmówieniu Ojcze nasz i udzieleniu błogosławieństwa, pytam pana Andrzeja: „Miłość w małżeństwie wypala się po latach czy się nie wypala?” „Nie wypala się!” W miłość wpisuje się umiejętność bycia darem. Chcę być darem dla ciebie, bo cię kocham! W miłość wpisuje się umiejętność wybaczania. Wybaczam i proszę o wybaczenie. W miłość wpisuje się troska, by mąż, którego kocham, by żona, którą kocham w naszym związku osiągnęła/osiągnął maksymalny rozkwit duchowy. W miłości jest troska o świętość i zbawienie. W miłości jest Chrystus jako Droga, Prawda i Życie. Na stole, obok krzyża, leży Pismo Święte. Otwieram księgę i odczytuję fragment z Pierwszego Listu do Koryntian, perełka literatury światowej, a zarazem słowo Boga Wszechmogącego:
„Miłość cierpliwa jest…
Hymn o miłości
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.

p. Oklesinscy, parafia św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieNa ścianie wisi portret rodziny Oklesińskich. Ten portret przyciąga moje spojrzenie. Czy mogę ten portret umieścić na naszej stronie internetowej, pytam goszczących mnie gospodarzy. Wyrażamy zgodę. Odpowiedź pozytywna odsyła mnie do czasu Światowych Dni Młodzieży. Jest środek lipca. Po mszy świętej niedzielnej wychodzę z zakrystii. Grupa młodzieży z Francji wraz z księdzem zwraca się z prośbą o nocleg. Chcą jeszcze zatrzymać się w Polsce. Chcą zwiedzić Warszawę. W kościele, na Mszy Świętej widziałem Joannę i Andrzeja, wracam do kościoła, jeszcze tam są. Podchodzę i pytam: „Czy możecie przyjąć gościnnie grupę młodzieży z Francji? Księdza ja przyjmę na plebanii”. “Tak, przyjmiemy z przyjemnością”.

Kolejny dzień – inna sytuacja, inny dom, znów pytam: “Czy miłość w małżeństwie się wypala po latach?” Na twarzy mojej rozmówczyni widzę bruzdy wyryte przez cierpienie. Jest samotna w dobrze urządzonym domu. Wnętrze mieszkania świadczy o dobrym smaku i zamiłowaniu do porządku. Smutne oczy budzą respekt i zaciekawienie. „Moja miłość została ukrzyżowana. Egzekucji dokonał mąż. Dwadzieścia lat trwałam przy nim doświadczając poniżenia i upokorzenia.

Urodziłam w tym związku troje dzieci. Mąż coraz bardziej pogrążał się w alkoholizmie, utracił pracę, korzystał ze środków wypracowanych moją ciężką pracą, nie mieszczącą w granicach czasowych jednego etatu. Przełykałam gorzkie łzy, gdy w stanie upojenia alkoholowego ubliżał i zawsze znalazł sposób by poniżać moją godność. Dużo wycierpiała od człowieka, którego obdarzyłam najcudowniejszym uczuciem zwanym miłością, włożyłam serca i trudu, by wykształcić dzieci, uchronić przed patologią, ocalić wiarę w Boga w ich sercach i wprowadzić w świat ludzi dorosłych. Dzieci wyfrunęły z gniazda rodzinnego. Zostaliśmy sami z mężem. W historii naszego życia małżeńskiego otworzył się nowy etap. Mąż zaczął używać przemocy wobec mojej osoby, wcześniej poprzestawał na obelżywych słowach.

Zapragnęłam spokoju. Opuściłam dom i dorobek mojego życia, wyszłam z domu pozostawiając mu wszystko. Zamieszkałam w Żyrardowie, stworzyłam nową przestrzeń życia już bez męża. Niepokoi mnie pytanie, czy mam grzech? Skoro mąż dokonał egzekucji i zamordował twoją miłość, nie masz grzechu. Kościół w takich przypadkach uznaje prawo do życia w separacji. Trzeba było tak postąpić. Dziękuję księdzu! Jaka ulga.

Ciąg dalszy nastąpi…

Refleksje kolędowe cz. II

p. Rutkowscy, parafia św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieNa ulicy Słowackiego, jestem w mieszkaniu pani Marii Rutkowskiej. Przyglądam się pożółkłym fotografiom. Widać gołym okiem, że nie mieszczą się w granicach XX wieku. Pani Maria objaśnia i wtajemnicza w sagę swojego rodu. Jej rodzina wywodzi się z Podola. Przed wojną byli właścicielami dobrze prosperującego majątku.

Gdy wybuchła II wojna światowa zrobiło się tam bardzo niebezpiecznie. Uniknęli kaźni, gdyż w porę zostali poinformowani przez Ukraińca, który nie mógł poukładać w swojej głowie, że tak szlachetni ziemianie, słynący ze swojej życzliwości okazywanej Ukraińcom, mimo wszystko mają być wymordowani. Noc mordu już została ustalona. W wielkim pośpiechu opuścili ulubiony dworek i zatrzymali się na krótki czas na Wołyniu. W 1948 roku opuścili Wołyń, przyjechali do Warszawy by zadomowić się tu na zawsze. Pani Maria zamieszkała w Żyrardowie.

p. Rutkowscy, parafia św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieFotografie otwierają przed naszym wzrokiem horyzont przeszłości. Każda osoba prezentowana na fotografii wpisuje w ten horyzont historię życia i określa swoją tożsamość poprzez piękno, dobro, prawdę, miłość, pracę, zmaganie z cierpieniem, „magazynowanie doświadczeń”, pogodzenie się z nieuchronnością końca własnej egzystencji, poprzez życie wiarą i nadzieją, poprzez radości i smutki.

Fotografie otwierają przed nami horyzont przeszłości, ale czy tylko horyzont przeszłości? Czy nie otwierają także horyzontu przyszłości? Czy możemy pogodzić się z tym, że życie, piękno, miłość, dobro, które wypełnia historię życia, które dokonało się podczas całej egzystencji człowieka, nagle miałoby zniknąć, wpaść w otchłań nicości? Miłość, którą przechowujemy w sercu nie godzi się na unicestwienie. Czujemy, że miłość mówi o wieczności i jej pragnie. Czujemy, że nie można pogodzić się z tym, ze w jednej chwili śmierć miałaby wszystko zniszczyć, wszystko unieważnić. Fotografia, przez ożywienie miłości otwiera nowy horyzont, otwiera wizję przyszłości.

p. Rutkowscy, parafia św. Karola Boromeusza w ŻyrardowiePrzechowywaniu fotografii i eksponowaniu jej w naszych mieszkaniach towarzyszy nadzieja wieczności. Papież Benedykt XVI podczas „Audiencji generalnej” dnia 2 listopada 2011 r. podkreślił: „Człowiek potrzebuje wieczności i jakakolwiek inna nadzieja jest dla niego zbyt krótkotrwała, zbyt ograniczona. Człowiek staje się wytłumaczalny o tyle, o ile istnieje Miłość, która przezwycięża wszelkie odosobnienie, również w śmierci, w jednej całości, przekraczającej również granice czasu i przestrzeni. Człowiek jest wytłumaczalny i znajduje swój najgłębszy sens o tyle, o ile istnieje Bóg. A my wiemy, że Bóg przestał być odległy, zbliżył się do nas, wszedł do naszego życia i mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie” (J 11, 25-26).

Opuszczam mieszkanie pani Marii, by wypełnić dzieło kolędnika u państwa Marianny i Andrzeja Świątek. „Miłość się nie wypala. Staje się dominantą życia męża i żony, rodziców i dzieci, staje się dominantą życia całej rodziny. Szczęśliwi, którzy jej doświadczają.” Jest jak kwiat, który zachwyca oczy i raduje serce. Uwaga! ten niezwykły kwiat wymaga troskliwej pielęgnacji! Pan Andrzej, z dumą prezentuje portrety rodzinne i je objaśnia, pozwala je sfotografować i umieścić w refleksjach kolędowych.

Portret ślubny Julii z rodu Sobótka i Bolesława KubicielPortret ślubny Julii z rodu Sobótka i Bolesława Kubiciel. Rok 1922. Panna młoda urodziła się w roku 1899 i w dniu ślubu liczyła sobie lat 23. Pan młody urodził się w roku 1896 i w dniu ślubu liczył sobie lat 26.

Portret ślubny Danuty z rodu Kubiciel i Mariana ŚwiątekPortret ślubny Danuty z rodu Kubiciel i Mariana Świątek. Rok 1948. Panna młoda urodziła się w roku 1923 i w dniu ślubu liczyła sobie lat 24. Pan młody urodził się w roku 1924 i w dniu ślubu liczył sobie lat 25.

Małżeństwa sakramentalne trwające niezłomnie w przymierzu małżeńskim są dla świata znakiem nadziei.

Danuta, córka Julii z rodu Sobótka i Bolesława Kubiciel, w dniu I Komunii ŚwiętejDanuta, córka Julii z rodu Sobótka i Bolesława Kubiciel, w dniu I Komunii Świętej.

Wielokrotnie podczas kolędy byłem pytany, jak uwolnić się od uprzykrzających się Świadków Jehowy, którzy w niedziele usiłują złowić nowych adeptów dla swojej sekty? Wystarczy wiedzieć, że religia katolicka jest jedyną religią na kuli ziemskiej, która swój początek wywodzi od osoby Jezusa Chrystusa, Wcielonego Syna Bożego. Śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa jest pieczęcią wiarygodności wyznawanej przez nas religii.

Wystarczy wiedzieć, że sekta Świadków Jehowy wywodzi się od zwykłego śmiertelnego człowieka Charles`a Russella urodzonego 16 lutego 1852 roku. Jego rodzice byli wyznawcami protestantyzmu w wersji prezbiteriańskiej, a on sam przechodził z jednego odłamu protestantyzmu do drugiego (kongregacjonista, adwentysta), by w końcu wyprodukować własną sektę.

Jako mężczyzna żonaty zdradzał swoją żonę, a gdy doszło do rozprawy sądowej bronił swego niemoralnego postępowania tłumacząc sędziemu, że „mężczyzna potrzebuje dwunastu kobiet, podczas gdy kobiecie wystarcza jeden.”

lektury o Świadkach JehowyPytam: cóż za wartość zbawczą może mieć sekta stworzona przez cudzołożnika? Jeśli chcesz głębiej wniknąć w szkodliwe działanie tej sekty, poznać wstydliwie zatajane fakty, przeczytaj zaprezentowana na fotografii książki. Pomogły one nie jednej osobie poznać sektę od „kuchni”, zrozumieć, odrzucić. Pomogły one ponownie odkryć piękno i zbawczą wartość religii katolickiej.

W zgłębianiu wiedzy o sekcie „Świadków Jehowy” służy pomocą Andrzej Wronka, który obnaża całą prawdę o jej początkach i pokazuje destrukcyjne skutki. Wystarczy wpisać hasło do wyszukiwarki internetowej: Andrzej Wronka – Świadkowie Jehowy, Wiara, apologia, sekty. Strona poświęcona obronie wiary, polemice ze Świadkami Jehowy oraz apologetyką.

Refleksje kolędowe cz. III

„Odkryłam prawdziwy Kościół” – oświadcza pani domu – po odczytaniu fragmentu Biblii. Zamykam księgę Pisma Świętego wydaną przez Biblijne Towarzystwo Brytyjskie. Archaiczny nieco język polskiego przekładu sprawiał mi pewną niedogodność w interpretacji. Uświadomiłem sobie, kolejny już raz piękno języka polskiego w przekładzie zastosowanym w Biblii Tysiąclecia.

Jaki Kościół Pani odkryła – pytam – dlaczego ten Kościół jest prawdziwy, a nie ten, który reprezentuję, jako ksiądz katolicki?

W księdza kościele, Bóg jest okrutny, a w moim jest miłosierny, w kościele księdza jest grzech, w moim, nie! W kościele księdza jest Maryja – Matka Boża razem z mitami o cudach, o Jej objawieniach, w moim Jej nie ma.

Droga Pani, mam złą informację dla Pani. Dobry Kościół to ten, który właśnie Pani opuściła. Przez księży dosięga on biskupów, przez biskupów dosięga on Apostołów, przez Apostołów dosięga on osoby Jezusa Chrystusa Syna Bożego. Jezus Chrystus jest źródłem Kościoła. Kościół katolicki zawdzięcza Jemu swoje istnienie. Kościół jest mistyczną Oblubienicą Jezusa Chrystusa. Zrodził się niejako z przebitego boku Chrystusa.

Chrystus kocha ten Kościół. Kościół katolicki jest jedynym Kościołem. Posiada on prawdę i tylko on może prowadzić ludzi do zbawienia przez Jezusa Chrystusa. Kościół to jedyna Arka Zbawienia. Nasz Pan Jezus Chrystus nie ustanowił iluś tam kościołów, ustanowił tylko jeden. Jest tylko jeden Krzyż, przez który możemy być zbawieni, a dano go Kościołowi katolickiemu, nie dano go innym kościołom.

Kościół protestancki wywodzi się od Marcina Lutra. Rok 1525. Nikt nie zaprzecza, że gniew i protest przeciwko złu, jakie zagnieździło się w Kościele były uzasadnione. Z grzechem w Kościele trzeba się było zmierzyć, obecność zła i grzechu w Kościele trzeba zawsze zakwestionować i przezwyciężyć. Kościół jest wezwany do świętości, bo uobecnia on w świecie Jezusa, uobecnia w czasie i przestrzeni, a Jezus jest święty, jest Świętością. Cała łaska spływa na ten świat za pośrednictwem Chrystusa i jego Kościoła. Nigdy nie wolno występować przeciwko Kościołowi, przeciwko grzechowi – tak, przeciwko Kościołowi – nie!

Luter odrywając się od Kościoła i pociągając za sobą wiernych, jest, wraz z nimi, jak gałąź, która oderwała się od drzewa. Sprawia, że to drzewo krwawi i musi zgromadzić siły żywotne, by bronić się przed wykrwawieniem. Ale gałąź oderwana usycha.

Tak więc teologia protestancka, skupiona na kwestii usprawiedliwienia przez wiarę, reinterpretuje całe Objawienie w świetle własnej optyki, zapominając o potężnych elementach wiary, które do luteranizmu nie pasują, nie pasują, a więc w imię świętego spokoju je odrzucając.

Stopniowo oderwana gałąź traci soki życia Bożego, które jedynie zdolne są ją rozwijać. Można mieć rację występując przeciwko ulegającym słabościom grzechu poszczególnym pasterzom Kościoła. Nie można mieć racji występując przeciwko Kościołowi i dzieląc go na kawałki.

Zarzut, że w Kościele katolickim Bóg jest okrutny, jest oderwaniem się od rzeczywistości. Bóg w Kościele katolickim jest Miłością, która wychodzi na spotkanie człowieka w obrazie ojca syna marnotrawnego. Ojciec Niebieski wybiega na spotkanie zranionego przez grzech dziecka, by przywrócić mu utraconą godność i ocalić od śmierci wiecznej. Jest Miłością, która w osobie Jezusa Chrystusa, składa siebie w ofierze na krzyżu, by niebo otworzyć, szatana zwyciężyć i śmierć unieważnić. Jest Miłością, która w sakramencie pokuty uobecnia się jako Miłosierdzie, pochyla się nad ludzką nędzą i ocala od rozpaczy.

Protestanci, którzy nie zgadzają się na obecność Maryi w Kościele, zgadzają się na obecność kobiety w sprawowaniu liturgii świętej, do sprawowania, której upoważnia i uzdalnia jedynie sakrament kapłaństwa. Maryja od początku była obecna w Kościele, kapłanki protestanckie pojawiły się w XX wieku.

pastorka protestanckaNiemcy, fragment z życia kościoła protestanckiego, 14 lipca 2015 r.

Maryja w Kościele jest obecna z woli Jezusa Chrystusa, wyrażonej w chwili agonii w słowach skierowanych do apostoła Jana: „Oto Matka Twoja”. Jest obecna w Kościele nie jako bogini, ale jako Matka, zatroskana o swoje dzieci. Z woli Chrystusa jesteśmy jej dziećmi. Nikt Matki Bożej w Kościele nie dywinizował. Cuda związane z jej obecnością w Kościele nie są mitami, wymyślonymi przez poetów, pisarzy, mitomanów, zawodowych dziennikarzy, którzy zaprzedali swoją duszę kłamstwu na użytek, takiej czy innej opcji.

Cuda związane z obecnością Maryi w historii życia konkretnych osób na różnych kontynentach świata, zostały troskliwie, skrupulatnie opisane, zbadane, udokumentowane i zachowane w pamięci Kościoła. Nie występują w Piśmie Świętym. Ostatnia księga Pisma Świętego to Apokalipsa św. Jana Apostoła napisana u schyłku pierwszego wieku. Maryja została wzięta do nieba z ciałem i duszą. Jej wniebowzięcie nie oznacza wygaszenia misji „bycia naszą matką”. Swobodnie przekracza granice doczesności, jak chce i kiedy chce. Dla zobrazowania Jej cudownej aktywności chcę odwołać się do objawień w Guadalupe. Wydarzenia, które miały miejsce w Guadalupe stały mi się bliskie dzięki pielgrzymce św. Jana Pawła II do Meksyku.

Matka Boża z GadalupeNajświętsza Maryja Panna z Guadalupe (tekst z internetu)

Jak głosi tradycja, 12 grudnia 1531 roku Matka Boża ukazała się Indianinowi św. Juanowi Diego. Mówiła w jego ojczystym języku nahuatl. Ubrana była we wspaniały strój: w różową tunikę i błękitny płaszcz, opasana czarną wstęgą, co dla Azteków oznaczało, że była brzemienna. Zwróciła się ona do Juana Diego: „Drogi synku, kocham cię. Jestem Maryja, zawsze Dziewica, Matka Prawdziwego Boga, który daje i zachowuje życie. On jest Stwórcą wszechrzeczy, jest wszechobecny. Jest Panem nieba i ziemi. Chcę mieć świątynię w miejscu, w którym okażę współczucie twemu ludowi i wszystkim ludziom, którzy szczerze proszą mnie o pomoc w swojej pracy i w swoich smutkach. Tutaj zobaczę ich łzy. Ale uspokoję ich i pocieszę. Idź teraz i powiedz biskupowi o wszystkim, co tu widziałeś i słyszałeś”.

Początkowo biskup Meksyku nie dał wiary Juanowi. Juan więc poprosił Maryję o jakiś znak, którym mógłby przekonać biskupa. W czasie kolejnego spotkania Maryja kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza. Rosły tam przepiękne kwiaty. Madonna poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować je do tilmy (był to rodzaj indiańskiego płaszcza, opuszczony z przodu jak peleryna, a z tyłu podwiązany na kształt worka). Juan szybko spełnił to polecenie, a Maryja sama starannie poukładała zebrane kwiaty.

Juan natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał rogi swojego płaszcza. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i wszyscy obecni uklękli w zachwycie. Na rozwiniętym płaszczu zobaczyli przepiękny wizerunek Maryi z zamyśloną twarzą o ciemnej karnacji, ubraną w czerwoną szatę, spiętą pod szyją małą spinką w kształcie krzyża. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami, spod którego widać było starannie zaczesane włosy z przedziałkiem pośrodku. Maryja miała złożone ręce, a pod stopami półksiężyc oraz głowę serafina. Za Jej postacią widoczna była owalna tarcza promieni.

Właśnie ów płaszcz św. Juana Diego, wiszący do dziś w sanktuarium wybudowanym w miejscu objawień, jest słynnym wizerunkiem Matki Bożej z Guadalupe. Na obrazie nie ma znanych barwników ani śladów pędzla. Na materiale nie znać upływu czasu, kolory nie wypłowiały, nie ma na nim śladów po przypadkowym oblaniu żrącym kwasem. Oczy Matki Bożej posiadają nadzwyczajną głębię. W źrenicy Madonny dostrzeżono niezwykle precyzyjny obraz dwunastu postaci.

Największym cudem Maryi była pokojowa chrystianizacja meksykańskich Indian. Czas Jej objawień był bardzo trudnym okresem ewangelizacji tych terenów. Pierwsze nawrócenia Azteków nastąpiły około 1524 roku. Ochrzczeni stanowili jednak bardzo małą i nie liczącą się grupę. Do czasu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć Słońcu i różnym bóstwom, pośród nich Quetzalcoatlowi w postaci pierzastego węża. Wierzyli, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar. Według relacji Maryja miała poprosić Juana Diego w jego ojczystym języku nahuatl, aby nazwać Jej wizerunek „święta Maryja z Guadalupe”.

Przypuszcza się, że „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w Náhuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”.

Gdy rozeszła się wieść o objawieniach, o niezwykłym obrazie i o tym, że Matka Boża zdeptała głowę węża, Indianie zrozumieli, że pokonała Ona straszliwego boga Quetzalcoatla. Pokorna młoda Niewiasta przynosi w swoim łonie Boga, który stał się człowiekiem, Zbawicielem całego świata. Pod wpływem objawień oraz wymowy obrazu Aztekowie masowo zaczęli przyjmować chrześcijaństwo. W ciągu zaledwie sześciu lat po objawieniach aż osiem milionów Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej.

3 maja 1953 roku kardynał Miranda y Gomez, ówczesny Prymas Meksyku, na prośbę polskiego Episkopatu oddał Polskę w opiekę Matki Bożej z Guadalupe. Do dziś kopia obrazu z meksykańskiego sanktuarium znalazła się w ponad stu kościołach w Polsce.

Matka Boża z Guadalupe, patronka życia poczętegoNiepokalana z Guadalupe – Patronką życia poczętego

Wizerunek Niepokalanej Maryi z Guadalupe, jaki otrzymał biskup na potwierdzenie prawdziwości objawień, przedstawia Maryję w stanie błogosławionym. Fakt ten stanowi pozawerbalne przesłanie Maryi, dostrzegalne i odczytane wizualnie. Maryja przez to chciała coś powiedzieć nie tylko ówczesnym mieszkańcom Meksyku, ale także następnym pokoleniom i nam współczesnym ludziom żyjącym na przełomie drugiego i trzeciego tysiąclecia.

Znakiem rozpoznawczym macierzyństwa Maryi na Jej wizerunku z Guadalupe jest szarfa, która przepasuje Jej biodra oraz lekko uwypuklone łono, zaznaczone na wizerunku po prawej stronie na szacie. W tym miejscu na sukni Maryi jest również umieszczony czteropłatkowy kwiat jaśminu – kwinkunks, który dla Azteków był symbolem życia. Dzięki katechezom misjonarzy Indianie zrozumieli lepiej, że Maryja jest tą Matką, z której narodziła się nowa światłość, słońce nowej ery, i dla nich nastał czas nowego życia w blasku prawd wiary chrześcijańskiej.

Również gwiazdy na szatach Maryi wyrażają głęboką symbolikę. I tak np. gwiazdozbiór Lwa umiejscowiony jest na brzuchu Maryi obok kwiatu jaśminu. W wyjaśnieniu tego symbolicznego znaku przychodzi z pomocą księga Objawienia św. Jana, który w rozdziale 5,5 wyraźnie wskazuje na Jezusa jako na zwycięskiego «Lwa z pokolenia Judy, Odrośl Dawida, który otworzy księgę i siedem jej pieczęci».

Tak więc już w XVI w. zarówno Indianie jak i Hiszpanie odczytali właściwie i poprawnie prawdę religijną zawartą w tym cudownym wizerunku, który zawiera w sobie dalsze przesłanie Maryi. Dzięki pracy ewangelizacyjnej misjonarzy Indianie utwierdzili się w przekonaniu, że rozwijające się nowe życie pod sercem matki jest nieocenionym darem Bożym i jako takie jest święte. Dla Azteków prawda ta miała bardzo doniosłe konsekwencje w przemianie ich światopoglądu z pogańskiego na chrześcijański.

Zrozumieli, że Maryja przyczyniła się do zakończenia rytualnych krwawych ofiar z ich ludzkiego życia składanych ich bożkom pogańskim. Wiara chrześcijańska przekonała ich, że te krwawe ofiary z ich ludzkich serc nie są już konieczne, gdyż wystarczająca jest już jedyna ofiara przebitego Serca Jezusa na krzyżu oraz duchowa ofiara Niepokalanego Serca Maryi, Matki Jezusa, uczestniczącej duchowo w ofierze swego Syna.

Z perspektywy kilku wieków widać dziś wyraźniej, jak dalekosiężne jest to przesłanie Maryi z Guadalupe i jak szczególnie aktualne jest ono w naszych czasach. Maryja stała się bowiem Obrończynią życia i Patronką życia poczętego już w XVI w.

Prawdę tę wyakcentował dobitnie Ojciec Święty z okazji swej podróży apostolskiej do Meksyku, apelując 23 stycznia 1999 r. w Guadalupe o obronę życia. Powiedział wtedy m. in. : „Kościół musi głosić Ewangelię życia i z proroczą mocą występować otwarcie przeciw kulturze śmierci (…) Tego domagamy się: życia i godności dla wszystkich dla wszystkich istot poczętych w łonach matek (…) Drodzy bracia i siostry, nadszedł czas, aby na waszym kontynencie raz na zawsze położyć kres wszelkim atakom na życie”.

Następnego dnia w czasie Mszy św. w obecności 2 milionów Meksykanów, zawierzając Maryi sprawę życia poczętego, papież powiedział: „Pod Jej macierzyńską opiekę oddaję (…) życie i niewinność dzieci, zwłaszcza tych, którym zagraża niebezpieczeństwo śmierci, zanim się urodzą. Jej miłościwej trosce zawierzam sprawę życia i niech żaden Meksykanin nie waży się podnosić ręki na cenny i święty dar życia ukrytego w łonie matki!”

Przy tej okazji zdecydował, by liturgiczne wspomnienie Matki Bożej z Guadalupe, obchodzone 12 grudnia, było odtąd świętem dla całego kontynentu Ameryki.

Przesłanie Matki Bożej z Guadalupe, Patronki i Obrończyni życia poczętego jest także apelem nieba skierowanym do wszystkich narodów na całym świecie. Jesteśmy dziś świadkami przerażającego paradoksu: kiedy w XVI w. Maryja z Guadalupe położyła kres krwawym ofiarom z życia ludzkiego wśród Azteków, to w dzisiejszym świecie, nawet w narodach chrześcijańskich powraca się i praktykuje pogańskie obyczaje pozbawiania życia najsłabszych i najbardziej bezbronnych istot ludzkich przez zbrodnie aborcji, a nieuleczalnie chorych i starców przez eutanazję.

Miejsce dawnych bożków pogańskich u Azteków zajmują dziś nowe, neopogańskie idole: konsumpcja, hedonizm, wygodnictwo, egoizm, itp., które pławią się we krwi milionów niewinnych istot ludzkich w imię złudnych obietnic fikcyjnego szczęścia. W istocie rzeczy jednak jest to zmasowany atak na życie, które swój początek i źródło ma w Bogu. Jako dar Boży i wartość najświętsza jest ono chronione i obwarowane piątym przykazaniem Bożym: Nie zabijaj! Dlatego zbrodnie te są wymierzone wprost w Boga i wołają o pomstę do nieba.

światło na obrazie Matki Bożej z GuadalupeTajemnicze światło na obrazie Matki Bożej z Guadalupe

Wiosną 2007 roku podczas Mszy św. w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem, z obrazu Matki Bożej z Guadalupe, w Sanktuarium w Meksyku, wydobyło się światło, które – na oczach tysięcy wiernych – utworzyło kształt ludzkiego embrionu, podobny do obrazu widzianego podczas badań echograficznych…

Kolęda dobiegła kresu w naszej parafii. Wracam myślą do bogactwa przeżyć i doznań. Zachowując regułę kontrastu, chciałbym dwa zaprezentować.

Furtka otwarta. Na schodach domu licealista zakłada białe skórzane buty z przypiętymi łyżwami. Wybiera się na taflę lodowiska w Żyrardowie. Chodź na kolędę – mówię patrząc mu prosto w oczy. Powiało chłodem. „Jestem ateistą. Nie chcę brać udziału w kolędzie”. Co znaczy „jestem ateistą”? Wiem, że Bóg nie istnieje? Czy „nie wyrażam zgody na istnienie Boga”? Za młodziutki jesteś, by znać całą prawdę o wszechświecie. Żaden uczony jej nie zna i nie pozna do końca.

Ziemia, na której stoisz, jest pyłkiem w naszej galaktyce. Uczeni naliczyli w niej 100 miliardów gwiazd takich jak nasze słońce. W przestrzeni kosmicznej, według ich badań jest 100 miliardów galaktyk po 100 miliardów gwiazd. Gdy pomyślę, że światło, które rozwija szybkość 300 tysięcy kilometrów na sekundę, biegnie do nas z jakiejś odległej galaktyki tysiąc i więcej lat, to staję się taki pokorny jak dziecko.

Możesz sobie „nie wyrażać zgody na istnienie Boga w twoim życiu.” Bez Boga znika horyzont wieczności. Ty zaś fundujesz sobie trwanie w wszechświecie na kształt kosmonauty, który wywija fikołki w stanie nieważkości.

Zakończenie refleksji kolędowych

kolęda u p. Kółkiewiczów, parafia św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieSobota, 21 stycznia 2017 r. Ulica Barona. Jestem u państwa Kółkiewiczów. Atmosfera świąteczna. Wystrój mieszkania wpisuje się klimat Bożego Narodzenia i kolędy. Na choince anioły, dużo aniołów, na stole anioły, biały obrus, krucyfiks, woda święcona i kropidło.

Słyszę w duszy rozbrzmiewające „Gloria in excelsis Deo”. Zamieniam się na ułamek sekundy w małego ministranta i dzwonię dzwoneczkiem na stopniach ołtarza w kościele parafialnym w Kuczynie. Najświętszą Ofiarę sprawuje proboszcz parafii, ks. Henryk Białokoziewicz. Msza święta w języku łacińskim i piękna barwa głosu i cudowny śpiew, drży kościół a na ołtarzu rodzi się Emanuel.

Kolęda, 21 stycznia 2017 rok, ul. Barona.

Któż to ten ks. Henryk Białokoziewicz? Przepraszam za tę szczyptę wspomnień, które wpisują się w bezmiar wieczności, jako maleńki, drobny epizod.

anioł, parafia św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieHenryk Białokoziewicz (1901-1976)

Henryk Białokoziewicz (ur. 8 czerwca 1901 w Laskach, zm. 25 lutego 1976 w Ostrołęce) – polski duchowny katolicki.

Syn Piotra i Józefy z Cudnochów. Po ukończeniu szkoły powszechnej podjął naukę w gimnazjum w Ostrowi Mazowieckiej. Jako gimnazjalista brał czynny udział w wojnie polsko-bolszewickiej w roku 1920. Rok później, po ukończeniu VI klasy gimnazjum, wstąpił do seminarium duchownego w Łomży. Święcenia kapłańskie przyjął 8 maja 1926 r. Pracował jako wikariusz w Rajgrodzie (1926-1926), Filipowie (1926-1927), Wysokiem Mazowieckiem (1927-1927), Kadzidle (1928-1932), Grajewie (1932-1933) i Sejnach (1933-1934). 1 października 1934 roku został proboszczem w Rutce-Tartak, a od 1 lipca 1937 roku w Pawłówce.

W czasie okupacji niemieckiej aresztowany 1 listopada 1940 roku w Pawłówce, po tym jak jednej z Polek zabronił służyć u Niemców. Uwięziony w Suwałkach, następnie w Działdowie, a od 28 lutego 1941 w Dachau, gdzie był poddawany nieludzkim próbom medycznym. W jego przypadku był „królikiem doświadczalnym” w badaniu ropowicy, a później przeprowadzano na nim testy malaryczne.

„W roku 1943 wybrano setkę księży i skierowano ich na rewir flegmony. (…) Ja dostałem zastrzyk w prawe udo. Wkrótce ciało zaczęło ropieć. Ropa wraz z gnijącym mięsem ściekała z kończyn. (…) Kiedy proces gnicia dochodził do stadium końcowego, młody lekarz niemiecki polecił mi odciąć stopę. Ale w czasie tej rozmowy wtrącił się wicestarosta z Wiednia, również Niemiec więziony w obozie, i doradził lekarzowi, by spróbował przeszczepić zdrowe ciało na tę ranę. Lekarz zgodził się. Wycięto mi na żywca, bez zastrzyku znieczulającego, kawałek ciała z lewego uda i przeszczepiono do ropiejącej nogi. (…) Przez 14 dni leżałem w łóżku i co dzień przychodził sanitariusz, wąchał ranę czy nie gnije ciało i robił opatrunek, który był jeszcze jedną formą znęcania się”.

„Po dziesięciu miesiącach wzięto mnie z kolei na doświadczenie na blok malaryczny. Tu przystawiano do mego ciała niciane klatki z 10-12 komarami z Madagaskaru. Kiedy owady dostatecznie napiły się mojej krwi, odstawiano je i czekano 21 dni na pojawienie się gorączki. Trzy próby były nieudane. Za czwartym razem wypuszczono mi krew z jednej i drugiej tętnicy, pojono tą krwią komary i jeszcze raz przystawiano niciane klatki do mego ramienia. Tym razem już skutecznie. Miałem 41,8 i 42 stopnie temperatury”.

Mimo najpoważniejszych komplikacji zdrowotnych, cudem uniknął śmierci. Po wyzwoleniu Dachau wrócił do diecezji i 15 kwietnia 1947 roku został minowany proboszczem w Kuczynie, gdzie pracował do emerytury, tj. 30 maja 1968 r.

Zmarł 25 lutego 1976 roku w szpitalu w Ostrołęce.

kolęda u p. Kółkiewiczów, parafia św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieCóż powiedzieć więcej! W kolędowaniu uczestniczy Jakub. Dziękuję ci Jakubie, że łyżwy znaczą dla ciebie zdecydowanie mniej niż kolęda. Błogosławione dzieci, które mają mądrych rodziców i mądrych dziadków, mądrych mądrością wiary.

Miłość się nie wypala. Miłość może być poniżona i ukrzyżowana. Proszę popatrzyć na krzyż! Miłość zmartwychwstaje i daje zbawienie. Wielka tajemnica Miłości. Dziękuję za kolędę.

Niech Bóg błogosławi moim Parafianom! Niech błogosławi mieszkańcom całego Żyrardowa.

Z wyrazami szacunku. Ks. Stanisław Puchaczewski, proboszcz parafii św. Karola Boromeusza.
AD 2017.