Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /mnt/homesext/r1618754/swkarol.pl/templates/gk_magazine/html/com_content/article/default.php on line 13

List otwarty do JE Ks. Kardynała Kazimierza Nycza

Eminencjo,

Już od dłuższego czasy zastanawiam się nad tym, co urzekło Eminencję w „Klątwie”, że tam, w Warszawie, w stolicy Stefana Kardynała Wyszyńskiego, Kardynała, Prymasa 1000–lecia, za cichym przyzwoleniem Ekscelencji, w Teatrze Powszechnym, sponiewierana jest postać świętego Jana Pawła II i bita jest piana nienawiści do Kościoła Rzymskokatolickiego. Wiemy, że ten człowiek jest chlubą narodu Polskiego i darem od Boga dla Kościoła.

Niezły miał ubaw król francuski, Ludwik XVI, gdy w teatrze oglądał spektakl, w czasie którego aktorzy na deskach teatru przedstawiali scenę wieszania króla i podsycali nienawiść do monarchii.

Niezły miał ubaw, do czasu. A potem była gilotyna.

Minister Kultury i Sztuki jest bezradny w obliczu spektaklu hańbienia jednego z najwybitniejszych i szlachetniejszych Polaków, wielkiego męża stanu, który przywrócił Polakom w kraju i na całym świecie poczucie godności i dumy, uczył miłości do Boga, człowieka, Kościoła i Ojczyzny. Nigdy nie dopuścił się aktu zdrady Ojczyzny. Nigdy nie pochwalał zdrady, ani zdrajców. Mówił o Polsce: „To jest moja Matka”. Bezradny jest minister kultury i sztuki w obliczu hańbienia tego wielkiego Polaka, bo spektakl hańby, zwany „Klątwą” okrzyknięty został, jako sztuka.

Jeśli porzucimy klasyczną definicję sztuki i sztuką nazwiemy to, co szokuje i budzi wielką amplitudę negatywnych emocji, obraża i poniża godność człowieka, to rzeczywiście w myśl tej definicji gilotynę, którą obcinano głowy należy nazwać arcydziełem sztuki, a tego, który ją zaprojektował i projekt zrealizował należy utytułować mianem artysty. Ale w imię jakich racjonalnych argumentów należy odrzucić klasyczną definicję sztuki i odmówić sztuce prawa do wyrażania piękna i budzenia zachwytu?

Spektakl „Klątwa” nie jest dziełem sztuki, nie jest dziełem artystycznym, nie jest sztuką w rozumieniu twórczości artystycznej, gdzie artysta porusza się w świecie słowa, dźwięku, światła, barwy, kształtu, obrazu, rzeźby, architektury poddając ten świat regułom harmonii piękna, dobra, prawdy, gdzie artysta pomaga odkryć człowiekowi godność nadaną mu przez Boga. Sztuka jest tam, gdzie występuje synteza prawdy, dobra, piękna i emanacja tajemniczej harmonii. Jest to niezwykle trudna synteza. Dlatego mało jest prawdziwych artystów. O tym nie musi wiedzieć każdy minister kultury, powinien jednak wiedzieć każdy Kardynał, Książę Kościoła.

Jeżeli odrzuci się klasyczne kryterium sztuki, to wówczas można wytwory człowieka, chorego z nienawiści, często owładniętego ideologią zabijającą zdrowy rozsądek, nazywać dziełem sztuki, jak to jest w przypadku „Klątwy”. Nie tylko nazywać, ale także prężyć się przed tym wytworem z nabożną czcią, jak żołnierz przed generałem, prężyć się, jak to czyniły całe pokolenia zmanipulowanych aparatczyków partyjnych przed figurami, obrazami i pomnikami Stalina.

Dla takich „artystów” nietykalną świętością jest siła, a więc islam i symbole islamskie. Owi artyści szybko przyswoili sobie lekcje sztuki, gdy wyznawcy Allaha uzbrojeni w kałasznikowa i granatnik przeciwpancerny, wkroczyli do redakcji satyrycznego tygodnika "Charlie Hebdo", zastrzelili 11 osób z zespołu redakcyjnego i wykrzyczeli przyczynę akcji niosącej śmierć: „pomściliśmy proroka”. Islam jest dziś siłą, która z dnia na dzień staje się coraz potężniejsza. Przed tą siłą ugina się kolanami lewaków Francja Niemcy, Belgia, Holandia.

Cały parlament, całe gremia polityków wszelkiej maści, senaty wyższych uczelni na czele z Ministrem Kultury nie potrafią poskromić bezczelnych złoczyńców grasujących w przestrzeni polskiej kultury i sztuki, zastawiających się chorą, urojoną definicją sztuki i wolnością oderwaną od prawdy, dając przyzwolenie dla przemocy mniejszości nad większością przyzwoitych Polaków.

W „Klątwie” jest kłamstwo, jest przesłanie nienawiści i budzenie nienawiści do instytucji dobroczynnej, której na imię Kościół Katolicki, instytucji, która wpisuje się złotymi zgłoskami w historię naszej Ojczyzny. Jest w „Klątwie” zohydzanie wizerunku świętego Jana Pawła II, jest wielkie natężenie oszczerstwa, jest wulgaryzm, miernota i brzydota i podżeganie do popełnienia zbrodni.

Ci, którzy na polskiej ziemi głoszą nienawiść i są producentami nienawiści, powiem więcej są sługami nienawiści, by zapewnić sobie bezkarność, odwracają kota ogonem i tych, którzy bronią się przed nienawiścią i zdradą Ojczyzny, oskarżają o nienawiść. Nie poprzestają na oskarżeniach, chcą karać niewinnych, odznaczać orderami winnych. Podejmują wysiłki, by do kodeksu karnego wprowadzić nową kategorię prawną, zwaną „mową nienawiści”. Jeśli im się powiedzie, ta kategoria prawna, stanie się młotem do niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej w Polsce. Bo człowiek o zdrowym rozsądku, a takich, na szczęście, mamy jeszcze w Kraju nad Wisłą pokaźną ilość, jeśli tylko odważy się aborcję nazwać – zabiciem poczętego dziecka, związki jednopłciowe – wynaturzeniem, zdradę Ojczyzny – zdradą, złodzieja - złodziejem, natychmiast zostanie okrzyknięty winnym popełnienia przestępstwa z tytułu „mowy nienawiści” i z całą surowością zostanie ukarany i wsadzony do więzienia.

Jakież znikczemnienie duszy środowisk odpowiedzialnych za „Klątwę” na scenach teatru w Polsce, za trwanie tego spektaklu w imię sztuki i w imię wolności dla sztuki. Jakiż znikczemnienie, żeby dać przyzwolenie na wieszanie kukły wyobrażającej postać świętego Jana Pawłą II, czy pozorowanie seksu oralnego z papieżem na sennie Teatru Powszechnego, na polskiej ziemi, jakież znikczemnienie duszy, by przypisywać świętemu papieżowi Janowi Pawłowi II przestępstwa, których nie popełnił.

Szokujące jest przyzwolenie na bezczeszczenie dobrego imienia największego z rodu Polaków.

Dnia 16 kwietnia 1947 roku w Oświęcimiu został powieszony Rudolf Hoess, komendant obozu Auschwitz-Birkenau, zbrodniarz, któremu przypisuje się odpowiedzialność za śmierć zbrodniczą kilku milionów ludzi.

W Teatrze Powszechnym trwa spektakl wieszania papieża, któremu Polska zawdzięcza tak wiele i dopisuje kolejne dni, tygodnie, miesiące trwania tej nikczemności. Jakież znikczemnienie duszy tych, którzy są odpowiedzialni za ten spektakl, znikczemnienie duszy tych, którzy biorą udział w tym spektaklu, znikczemnienie duszy tych, którzy dają przyzwolenie na ten spektakl! Tam w Oświęcimiu zbrodniarz powieszony w akcie jednorazowym, tu święty w pomnażających się aktach samosądu! Tam Niemiec, tu Polak.

Słyszę jeszcze oklaski milionów ludzi w Polsce i w różnych państwach globu ziemskiego, na stadionach, placach celebry, w najpiękniejszych bazylikach i katedrach świata, oklaski podczas głoszonej homilii przez Jana Pawła II. Słyszę śpiew „Barki” w języku hiszpańskim w podziemiach bazyliki, w Barcelonie, widzę Hiszpanów, którzy podchodzą do ustawionego postumentu z popiersiem Jana Pawła II, jak całują paluszki dłoni i ze czcią dotykają figury. Widzę pielgrzymów z Polski przyjmowanych z taką serdecznością, miłością, gościnności, przyjaźnią w Castel Gandolfo. Jakież znikczemnienie duszy, która daje przyzwolenie, by uosobienie tego co najpiękniejsze w człowieku skopać, spoliczkować, opluć. O Polsko, Ojczyzno moja!

Eminencjo, czy to nie papież Jan Paweł II, mianował Cię biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej i biskupem tytularnym Villa Regis 16 kwietnia 1988, gdy miałeś wówczas 38 lat?

Czy to nie jest wystarczający powód, by ryknąć z oburzenia „Kto z was jest bez grzechu..”, czy to nie jest wystarczający powód, by powiedzieć „nie depczcie przeszłości ołtarzy, bo na nich się jeszcze święty ogień żarzy i wy winniście im cześć”.

Z wyrazami szacunku

ks. Stanisław Puchaczewski

Do wiadomości: ministra kultury, ministra sprawiedliwości