Remont i konserwacja organów parafialnych,
luty 2016 r.

ks. dr Edward Rogoza, remont organów w kościele św. Karola Boromeusza w Żyrardowie

Ks. dr Edward Rogoza przeprowadził kapitalny remont naszych organów parafialnych, dokonał strojenia głosów oraz zabezpieczył piszczałki drewniane przed kornikami poddając drewno impregnacji chemicznej.

Przypomnę, że prace te nad naszym bezcennym instrumentem rozłożyły się w czasie i zawierają w sobie trzy etapy:

Etap I: pan Jacek Zawistowski wraz ze swoją ekipą wyremontował waltornię – ważną część instrumentu, która dostarcza powietrze do piszczałek.

Etap II: artysta stolarz pan Dariusz Lewicki wykonał listewki.

Etap III: ks. dr Edward Rogoza, remont, strojenie instrumentu i konserwacja.

Refleksje Kolędowe proboszcza
styczeń 2016 r.

Refleksje kolędowe AD2016

Wyrazy wdzięczności pod adresem zwizytowanych rodzin

Wbrew krakaniu lewaków, bardzo dużo rodzin przyjęło duszpasterza na kolędę. Wszystkim wizytowanym rodzinom składam serdeczne podziękowanie za wspólny śpiew kolęd i modlitwę, za obecność na kolędzie dziadków, rodziców, młodzieży i małych dzieci. Dziękuję w sposób szczególnie gorący chorym i niepełnosprawnym, dla których przygotowanie kolędy łączyło się z dużym wysiłkiem. Dziękuję tym wszystkim, którzy na czas kolędy zwolnili się pracy, by być razem z rodziną, razem ze swymi rodzicami w podeszłym wieku. Niektórzy pokonali niemałą odległość przybywając do Żyrardowa z Płocka, Sochaczewa, Mszczonowa, Grodziska, Wiskitek, Puszczy Mariańskiej, z Warszawy. Dziękuję za okazywaną serdeczność, radosny nastrój, za świąteczny wystrój mieszkania, za krzyż – znak miłości Boga do człowieka, za Pismo Święte na stole, zapalone świece, kropidło i wodę święconą, za zachowaną choinkę, za odświętny ubiór podkreślający kulturową tożsamość, niepowtarzalność i godność człowieka, jako dziecka Bożego.

Dziękuję za dobrowolne ofiary kolędowe składane z troską o nasz kościół, w którym gromadzimy się na liturgii Mszy świętej i nabożeństwach okolicznościowych. Dziękuję wszystkim, którzy dzielili się swymi przemyśleniami, doświadczeniami i swoją troską o mądre wychowanie dzieci i młodzieży, troską o Kościół, troską o Polskę.

Kolęda – lekcja o wielkiej wartości rodziny

Każdego roku kolęda zwana wizytą duszpasterską jest dla mnie lekcją o wielkiej wartości rodziny. Widzę w rozległej panoramie kolędowej piękno rodziny, dotykam niejako miłości, która w niej pulsuje i staje się spoiwem, siłą oraz źródłem szczęścia, harmonii uczuć i głębokiego sensu. Rodzina jawi się w moich oczach w pewnym wymiarze, jako pasjonująca księga, w której znajduje się zapis wiary w Boga i zapis wartości całego dziedzictwa kultury rodu męża i żony, ojca i matki, żywa historia zapisana w świadomości i w sercu, w pamiętniku rodzinnym i przechowywanych albumach wraz ze zdjęciami.

refleksje kolędowe proboszcza parafii św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieWizyta kolędowa u państwa Janiny i Lesława Gralickich. Moje oczy przykuwa album ze zdjęciami rodzinnymi, zamykany na prawdziwą kłódkę z kluczem. Okładki albumu wykonane są z masy perłowej i ozdobione żelaznymi narożnikami w formie ornamentu.

genealogia rodu Gralickich, parafia św. Karola Boromeusza w ŻyrardowiePani domu Janina Gralicka wtajemnicza swego proboszcza w sagę rodzinną. Oglądam fotografię pradziadka Alfreda Maksymiliana Osterman. Przyszedł na świat 9 października 1854 roku w Pilichowicach. Zawarł związek małżeński z Teofilą z domu Zbiegniewska dnia 21 marca 1897 roku w Warszawie. Do roku 1887 mieszkali w majątku Popielarnia w Guberni Kijowskiej. Według danych z roku 1923 Gubernia Kijowska składała się z 14 powiatów: berdyczewski, białocerkowski, bogusławski, czerkaski, czernobylski, czygyrinski, humański, kijowski, lipowiecki, pereiasławski, radomyski, skwirski, taraszczański, zwinogródzki.

refleksje kolędowe proboszcza parafii św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieW czasie wizyt kolędowych słyszę wyraźnie krzyk protestu, bólu, spowodowany pozbawianiem polskiej rodziny z możliwości świętowania niedzieli, jako dnia wolnego od pracy, w którym daje się rodzinie szansę spotkania przy wspólnym stole przebywania ze sobą, rozmowy, wymiany doświadczeń, przeżyć.

W czasie wizyt kolędowych widzę wyraźnie, że politycy kreujący różne sektory życia państwowego, w taki sposób, że człowiek staje się niewolnikiem pracy, pozbawionym możliwości świętowania z rodziną i w rodzinie, szkodzą zdrowiu psychicznemu, fizycznemu człowieka, szkodzą dzieciom, szkodzą rodzinie, a szkodząc rodzinie, szkodzą Polsce.

Widzę spustoszenie wywołane bezmyślnym, krótkowzrocznym, tępym działaniem wszelkiej maści lewaków, którzy z nienawiści do życia domagają się śmierci dla poczętych dzieci, forsując przez ogłupiającą propagandę poszerzanie działań aborcyjnych, którzy w nienawiści do Kościoła upatrują swój program polityczny dla Polski i wykorzystują każdą okazję, by deformować wizerunek Kościoła, zohydzać wizerunek duszpasterza, wzbudzać nienawiść, niszczyć cywilizację chrześcijańską, która jest gwarantem braterstwa, wolności, równości, ładu i tolerancji dla różnorodności. Różnorodność dobrze rozumiana mieści się zawsze w przestrzeni dobra, piękna i prawdy, a nigdy nie rozciąga się na dewiacje, wynaturzenia, promocje patologii i zboczeń, profanacji tego, co święte, sakralne. Ażeby obiektywnie ocenić wartość Kościoła, jego piękno i ogromny potencjał dobra, jakie On wnosi, trzeba na Kościół spojrzeć wzrokiem Jezusa Chrystusa – Syna Bożego. Który z dziennikarzy „Gazety Wyborczej” czy TVN 24 patrzy na Kościół takim wzrokiem.

Widzę obłudę lewaków manifestujących jawną nienawiść do cywilizacji chrześcijańskiej, a jednocześnie nabożną cześć dla cywilizacji islamskiej (kościół – nie!, meczet – tak!). Wylewają swoje obłudne łzy na znak protestu dla finansowania nauczania religii z budżetu państwa, zapominając, że ten budżet został wypracowany przez katolików w lwiej części. Jednocześnie bez skrupułów, z tego budżetu czerpali i czerpią pełnymi garściami i opłacali i opłacają organizacje wrogie Kościołowi, niszczące cywilizację chrześcijańską, która w świetle niepokojących wydarzeń w Niemczech i we Francji, jawi się aż nadto ostro, jako tarcza ochronna przed zbrodniczymi ekscesami i bezmyślnymi zniszczeniami dziedzictwa tysiącletniej kultury.

Kolęda i emocje dzieci

Refleksje kolędowe AD2016aTrafiamy do rodzin, w których rodzice zatroszczyli się, by kolęda przebiegała w obecności dzieci. Wyłączony telewizor, radio, zamknięty komputer, odłożone zabawki. Widocznie zapamiętali z Ewangelii słowa Jezusa Chrystusa „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie! Do dzieci należy Królestwo Niebieskie”! Do dzieci należy niebo. Spoglądam na dzieci. Z dużym ładunkiem emocji przeżywają wizytę duszpasterską. Chętnie wtórują dorosłym w śpiewaniu kolędy, deklamują wyuczone dziecięce wiersze, śpiewają pastorałki, z wdziękiem posługują się gestem, tanecznym pląsem, przytupują do śpiewu, klaszczą w rączki. Przeżywam ich obecność z wdzięcznością. Gdzieś głęboko w pamięci wybrzmiewa piosenka religijna: „Gdy szukasz Boga, spójrz w oczy dziecka….”.

Kolęda i odmowa spotkania w przestrzeni wiary, ale także odmowa spotkania w przestrzeni utraconej wiary, wzgardzonej wiary czy zdradzonej wiary. Odmowa spotkania w przestrzeni wyznawanego ateizmu.

Nigdy nie ukrywałem, że bardzo interesuje mnie człowiek, który mówi duszpasterzowi kolędującemu: „Nie, dziękuję”! Forma odmowy nie jest dla mnie tak bardzo istotna. Istotna jest dla mnie motywacja. Czasami pies przeszkodzi w dotarciu do informacji, a czasami pomoże. Dwa obrazki:

Kolęduję w którymś bloku. Staję przed drzwiami mieszkania, do którego nie udało mi się nigdy wejść podczas kolędy. Dzwonię do drzwi i usuwam się z pola widzenia. Otwiera mężczyzna i zdziwiony obecnością tak nieoczekiwanego gościa zamierza bez słowa zamknąć drzwi. Niemożliwe! Z mieszkanie wyskoczył na korytarz długi sympatyczny pies o lśniącej brązowej sierści, opuszczonych uszach i krótkim ogonie. „Sympatyczne stworzenie Boże” – zagaduję szczęśliwego właściciela. Nie odpowiada. Nie daję za wygraną: „Nie lubi Pan księdza ani Kościoła” – korzystam z ulotnej chwili, by sprowokować dialog. Udało się! „Przestałem wierzyć w bajki” – wyrzuca z siebie, chwyta psa i z pospiechem zamyka drzwi, jak przed złoczyńcą. Stojąc na korytarzu odpowiadam rozmówcy, że akurat jest odwrotnie, „gdy przestał wierzyć w Boga, jako osobową, wszechmocną inteligencję stwórczą, zaczął wierzyć w bajkę, że wszechświat sam powstał, bez udziału osobowej inteligencji stwórczej, że człowiek zawdzięcza swoje istnienie we wszechświecie małpie zdyscyplinowanej regułami marksistowskiej ewolucji, bez osobowej inteligencji stwórczej – genialnego projektanta, architekta, inżyniera, artysty, który zapragnął w swojej boskiej fantazji, by człowiek został stworzony, jako istota komplementarna, jako mężczyzna i kobieta na kształt miłości, czyli na obraz i podobieństwo Boga, który jest Nieogarnioną Miłością”. Tu zgrzytnął klucz przekręcany w zamku. Dialog został przerwany. Wiara w Boga rozum ocala. Taka jest prawda, nawet gdy się to komuś nie podoba.

Kolęduję ulicę, w której są domy jednorodzinne i dwurodzinne. Posesje mają pomysłowe ogrodzenia. Kolęda przebiega pomyślnie, aż tu nagle honory gospodarza pełni duży rasowy stróż. Powitanie nie wróży dobrej kolędy. Dotknięcie dzwonka palcem jest ryzykowne. Przy dzwonku wysunięta paszcza zwierzęcia. W podręcznej saszetce kolędowej mam kropidło z wodą święconą, modlitewnik, obrazki dla dzieci, wieczne pióro i karty kolędowe. Nie noszę ze sobą kija. Mijam posesję, pies zamilkł, zdziwiony, że tak łatwo się poddałem.

Dlaczego spotykam się tu i ówdzie z odmową przyjęcia posługi ewangelizacyjnej, zleconej przez Chrystusa na mocy sakramentu kapłaństwa? Każda odmowa jest niepowtarzalna. Wpisuje się w nią całe dotychczasowe, czyli do chwili obecnej przeżyte życie, z bogatym bagażem doznań, doświadczeń, przemyśleń. Na portalu internetowym „Gazety Wyborczej” moją uwagę przykuwa wpis internauty, który wyjaśnia wiele przypadków odmowy kolędowania. Pozwolę sobie tego internautę zacytować:

„mam go w dupie jak zdechnę to mogą mnie psu dać na pożarcie mam już 80 lat to moja skóra nie wiele warta a kościół to utopia”. francus

Internauta, podpisujący się pseudonimem „francus”, w tym krótkim uzasadnieniu odmowy wyraził całą swoją filozofię życia. Śmierć dla niego nie jest umieraniem, umiera człowiek, a zdycha zwierze. Uwierzył w ideologię materialistyczną, która szuka klucza dla wyjaśnienia obecności człowieka we wszechświecie wśród zwierząt. Niemiła jest mu prawda o istnieniu Boga, który jako wszechmocna, osobowa inteligencja stwórcza, stwarza człowieka na swój obraz i swoje podobieństwo. Uwierzył, że klucz do wyjaśnienia zagadki człowieka znajduje się w łapach małpy. Umieścił siebie w świecie zwierząt, nie będzie więc umierał, będzie zdychał. Nie powtórzy za Jezusem Chrystusem słów wypowiedzianych w agonii na krzyżu: „Ojcze w Twoje ręce powierzam ducha mojego”. Nie ma świadomości, że w tym ciele osiemdziesięcioletnim jest jeszcze dusza niematerialna, refleksyjna, niezniszczalna, strzegąca niepowtarzalnej tożsamości. Będzie modlił się do psa, by go pożarł i do krewnych, by wypełnili testament woli. Może znajdą jakiegoś psa, który spełni to kuriozalne życzenie. Gorzej będzie z pożarciem duszy. Ontologicznie jest to niemożliwe. Prezydent Francji Francois Mitterrnad przez 50 lat życia zmagał się z kwestią znalezienia klucza do racjonalnego wyjaśnienia zagadki człowieka. Ten trud został uwieńczony zaskakującym sukcesem, a Kościół stał się dla niego rzeczywistością, w której człowiek doświadcza Miłosierdzia Bożego. Mam dobrą wiadomość dla internauty o pseudonimie „francus”. Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Nadał mu osobową godność, obdarował wolnością. W tej przestrzeni wolności człowiek jest rozpięty między dobrem a złem. Gdy wybiera dobro, potwierdza swoją godność, wznosi się na wyżyny doskonałości, świętości. Gdy wybiera zło, dokonuje własnej destrukcji, poniża swoją godność, zatraca piękno. Gdyby nie mógł wybrać zła, nie byłby wolny, byłby zwierzakiem trzymanym na smyczy przez Boga. A tego Bóg nie chce. Śmierć Jezusa na krzyżu i zmartwychwstanie jest niepodważalnym dowodem, jak szalona jest miłość Boga do człowieka, jak bardzo Bóg pragnie zbawić człowieka. Krzyż Chrystusa odwołuje się do sumienia człowieka: „Wybieraj dobro! Wybieraj życie!”. W wyborze jednak pozostajesz wolny. Piekło jest gwarancją szacunku Boga dla wolności człowieka w wieczności. „Skoro nie chcesz w wieczności być z Bogiem, szanuję twoją wolność, szanuję twój wybór, będziesz miał wieczność bez Boga!” Wieczność bez Boga nazywamy piekłem. Dlaczego piekłem? Piekło jest wszędzie tam, gdzie nie ma Miłości. Bóg jest miłością. Tam, gdzie jest Bóg, tam jest niebo. Skoro żaden pies, nawet najbardziej wygłodzony, nie może pożreć duszy, która opuszcza ciało w momencie śmierci, to duszę internauty o pseudonimie „francus” może swoim lodowatym spojrzeniem ogarnąć diabeł i poprowadzić tam, gdzie Boga nie ma.

Jestem przekonany, że jakiś procent mieszkańców Żyrardowa odmawiających przyjęcia kolędującego księdza, wyznaje filozofię zacytowanego internauty o pseudonimie „francus”. Są wśród odmawiających także i heretycy i wyznawcy innych religii i chrześcijanie innych wyznań, są i katolicy, którzy identyfikują się religią katolicką, ale nie przyjmują księdza po kolędzie. Dlaczego? Sam chciałbym to wiedzieć. Gdy pytam wprost odmawiających, czasem taka okazja zaistnieje, natychmiast zamykają okno dialogu, czy drzwi uchylone dla krótkiej konwersacji. Pytanie zbywają milczeniem i dla pewności, szybko przekręcają klucz w zamku, jakby z obawy naruszenia ich intymności.

Skutki propagandy medialnej na rzecz wychowywania dzieci według zasady „róbta, co chceta” wspartej troską Gazety Wyborczej o dostarczenie gotowych formularzy do wypisywania się z religii

Spotykam na kolędzie licealistę, który na moje życzenia został oderwany przez matkę od komputera i sprowadzony do pokoju, w którym przebiegała kolęda. Przyszedł nadęty pychą i arogancją, dając do zrozumienia, że właśnie opuścił światłość, która go otaczała, by na chwilę pogrążyć się w ciemności. Ta ciemność wtargnęła do domu w jego przekonaniu wraz z obecnością kolędującego proboszcza. Czy przyjąłeś sakrament bierzmowania, pytam, inicjując rozmowę. „Nie!” – dopowiada z dumą. Jesteś ochrzczony, tak wynika z kartoteki. W której klasie przestałeś uczęszczać na lekcje religii? W czwartej klasie szkoły podstawowej. Już w czwartej klasie szkoły podstawowej wdrapałeś się na bardzo wysoki stopień pychy i zarozumiałości. Wyposażony w bardzo nędzny poziom wiedzy, odrzuciłeś prawdę o istnieniu Boga, nie mieściła się w twojej małej główce. Tylko człowiek, który wie wszystko, może pozwolić sobie na poddanie w wątpliwość istnienie wszechmocnej, osobowej Inteligencji stwórczej. Naprawdę wiesz wszystko? Powiedz mi, jak to się stało, że już w czwartej klasie przewyższałeś swoją wiedzą Alberta Einsteina. Wyobraź sobie, że ten genialny fizyk, u schyłku życia, dementując pogłoskę, rozgłaszaną przez lewaków o jego rzekomym ateizmie, powiedział dobitnie: „Ja wierzę w Boga osobowego i mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że nigdy w moim życiu nie hołdowałem ateistycznemu światopoglądowi. O większości przedstawicieli nauki można również powiedzieć, że są zgodni co do tego, że religia i nauka nie są sobie wrogie. O ile idzie o mnie, to jestem przekonany, że bez religii ludzkość znajdowałaby się jeszcze w stanie barbarzyństwa”.

Zostawię ci w prezencie kolędowym apel Adama Asnyka skierowany do młodych, a więc także do ciebie:

„Szukajcie prawdy jasnego płomienia
Szukajcie nowych nie odkrytych dróg
Za każdym krokiem w tajniki stworzenia
Coraz się dusza ludzka rozprzestrzenia
I większym staje się Bóg”.

Prawda cię wyzwoli i wyprowadzi z ciemności ateizmu do światła wiary.

Święty Jan Paweł II w orędziu na światowy dzień młodzieży, mówił do młodych: „Musicie od siebie wymagać, by nie zmarnować życia. Gdyby was zawiedli rodzice i wychowawcy i nie stawiali wam żadnych wymagań, to sami od siebie wymagajcie!”

Do matki, która biegnie do szkoły, by spełnić kolejny kaprys dziecka uczęszczającego do czwartej klasy szkoły podstawowej i wypisuje je z religii, składając pisemne oświadczenie woli, kieruję pytanie: „gdy twoje dziecko zapragnie popełnić samobójstwo, czy pobiegniesz do sklepu, by kupić mu sznur?” Wiara w istnienie Boga jest najcenniejszym i najpiękniejszym darem, jaki możesz przekazać dziecku. Zapamiętaj, bez tego daru wszystko inne traci swoje znaczenie i swoją wartość. Przypominają Biskupi, że nauczanie religii, poza wymiarem ewangelizacyjnym, ma także swój szczególny wymiar humanistyczny i kulturowy. Wprowadza bowiem w historię i kulturę, zarówno duchową, jak i materialną Polski i świata. Nie da się bowiem dobrze zrozumieć historii, kultury, literatury czy sztuki bez znajomości chrześcijaństwa, w tym również tradycji biblijnej Starego i Nowego Testamentu. Nauczanie religii ma także bardzo ważny aspekt wychowawczy.” [Komunikat Prezydium Konferencji Episkopatu Polski z dnia 2 lutego 2016 r. – 87% dzieci uczęszcza na lekcje religii, mimo że religia nie jest przedmiotem obowiązkowym]. Asymilacja wartości chrześcijańskich sprzyja dojrzewaniu duchowemu i kształtuje charakter, daje motywację do pozytywnych wyborów, czyni człowieka zdolnym do pięknej, ofiarnej, heroicznej miłości na wzór Chrystusa, Syna Bożego.

Kolęda nagle zmienia się w rekolekcje

Podczas kolędowania w rodzinie, która w pełnym składzie uczestniczy w tym wydarzeniu (rodzice, dwie córeczki i synek), trzyletnia dziewczynka, stawia mi zaskakujące pytanie: „Czy umiesz się uśmiechać?”. To pytanie dziecka, tak nieoczekiwane, staje się dla mnie tematem medytacji na rok 2016. Poczułem się dziwnie zaproszony do odprawienia rekolekcji grawitujących wokół tego właśnie tak spontanicznego pytania małego dziecka. Dziękuję ci mała sympatyczna Anielko.

Ostatnie dni kolędy i doświadczenie głębokiego wzruszenia zadziwiającym zbiegiem okoliczności

refleksje kolędowe proboszcza parafii św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieW święto Matki Bożej Gromnicznej, dnia 2 lutego 2016 roku, o godz. 7.00 odprawiam wraz ks. Ryszardem Guzowskim Mszę Świętą koncelebrowaną. Są dwie intencje mszalne: jedna intencja za śp. Leokadię Nowecką (gregorianka), a druga intencja dziękczynna w 90. rocznicę urodzin Marii Chudzikiewicz za dar życia, z prośbą o Boże błogosławieństwo na dalsze lata. Jubilatka po Mszy świętej przychodzi do zakrystii uśmiechnięta, tryskająca humorem i zdrowiem, dziękuje za odprawioną intencję jubileuszową i dziękuje za tegoroczną kolędę. Dla niej była to kolęda wyjątkowa. Od pięćdziesięciu lat mieszka w Żyrardowie w tym samym domu i każdego roku przyjmuje księdza po kolędzie, w tym roku przeżyła więc złoty jubileusz kolędowy. W zakrystii dziękowaliśmy sobie wzajemnie. Wzruszenie tym podwójnym jubileuszem utrwalone zostało na dokumentalnym zdjęciu w scenerii choinki i szopki Betlejemskiej.

Moje wzruszenie zostało wzmocnione innym doznaniem kolędowym z ubiegłego roku, które nagle ożyło w pamięci w zakrystii, jakby wydarzyło się dziś. Przez siedem lat, jako proboszcz parafii składałem wizytę duszpasterską rodzinom mieszkającym na ulicy Spacerowej. Każdego roku kolęda na tej ulicy zaczynała się tak samo i miała taki sam scenariusz: stawałem przed żelazną furtką, naciskałem dzwonek trzy razy, odczekałem chwilę, by dać szansę zareagowania. Otwierało się każdego roku te same okno, w oknie pojawiała się głowa tego samego starszego mężczyzny o sympatycznym wyglądzie i miłej powierzchowności. Przedstawiałem się krótko: „Proboszcz parafii, kolęda!” Odpowiedź była tak samo krótka: „Nie! Dziękuję!” W minionym roku, gdy gospodarz posesji i domu zamykał już okno, spontanicznie zrodziło się w mojej świadomości i wyrwało z ust konkretne pytanie: „Czy mam szansę spotkać się z Panem przed śmiercią?” Odpowiedział: „Nie wiadomo, kto pierwszy umrze?”. „Pytanie jest tak samo ważne, aktualne w obu przypadkach” – rzuciłem w odpowiedzi, w pośpiechu. Dialog został przerwany. Okno zamknięte.

W tym roku posesję mijałem w głębokim milczeniu. Gospodarz posesji przed kilkoma miesiącami zamknął swoją księgę życia. W trybie pilnym został wezwany przez swego Stwórcę, by rozliczyć z daru życia doczesnego. Luceat eis. Światłość wiekuista niechaj mu świeci.

Poprzedni rozdział: Wydarzenia roku 2015