Człowiek Zmartwychwstania

O korzyściach z bycia w Kościele, o niezastąpionym świadectwie i o sposobie na cierpienie – rozmowa z ks. prof. Bogdanem Czuprynem, wykładowcą filozofii na Seminarium Duchownym w Płocku, który w dniach 3-6 kwietnia 2014 r. wygłosił rekolekcje w kościele św. Karola Boromeusza w Żyrardowie.

ks. prof. Bogdan Czupryn w kościele św. Karola Boromeusza w ŻyrardowiePodczas rekolekcji wiele uwagi poświęcił Ksiądz profesor kwestii krzyża – tego naszego codziennego – którym mogą być konflikty w rodzinie, brak pracy, starość, cierpienie, jak również wskazaniu, by cierpieniu nadać sens i stać się „Człowiekiem Zmartwychwstania”, czyli jakim?
Rozważania rekolekcyjne koncentrowały się wokół zawołania „Przez Krzyż do Zmartwychwstania”. Chcieliśmy przeżyć prawdę, że z obecnym w Kościele Chrystusem, można ponieść każdy krzyż naszej codzienności: krzyż walki z grzechem, krzyż wielorakiego cierpienia: choroby, bezrobocia, konfliktów rodzinnych. Ponieść dokąd? Do zmartwychwstania. To znaczy, z każdego upadku, z każdego trudu potrafimy, z pomocą Chrystusa, wyprowadzić dobro dla siebie i dla innych. Nieść krzyż z Chrystusem, to stawać się człowiekiem zmartwychwstania, który za św. Pawłem realizuje program „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Chrześcijanin jest powołany, aby stale ożywiać w sobie, to, co dobre i piękne i z odwagą, nie tylko walczyć ze złem, ale również walczyć o dobro i ostatecznie zwyciężać dla siebie i dla braci. W przededniu kanonizacja bł. Jana Pawła II patrzyliśmy również, w jaki sposób był on człowiekiem zmartwychwstania, bo przecież tak wielu umocnił, tak bardzo przywrócił światu nadzieję.

Ale jak to zabrzmi w języku dzieci?
Dzieci również przeżywają różne własne trudności, typu choroba, czy niepowodzenia w szkole. Uczestniczą też w doświadczeniach innych, na przykład boleśnie odbierają problemy rodzinne. To są ich krzyże, choć pewnie nie używają tego typu określeń. Trzeba pokazać, że Chrystus cierpiał po to, aby im było łatwiej, że jest ich najlepszym przyjacielem, który nigdy nie zawodzi. Musimy do Niego przychodzić, spotykać się z Nim na modlitwie, umacniać w Komunii świętej, a wówczas życie będzie piękniejsze.

A młodzieży?
Trzeba się odwołać do ich codziennych doświadczeń, trochę też i do marzeń. Każdy z młodych ludzi pragnie – mniej lub bardziej wyraźnie – udanego życia. Wychowany w komercyjnym klimacie pyta też mimo woli, co Kościół może mi zaproponować, co zyskam identyfikując się z Kościołem. To nie są pytania, które należy lekceważyć, tym bardziej nie można się nimi gorszyć. Nieomal takie samo pytanie postawił Chrystusowi w imieniu powołanych św. Piotr. Odpowiedź Jezusa była bardzo spokojna i konkretna, choć wcześniej różnie reagował na wystąpienia Piotra. To dla nas wszystkich bardzo ważna lekcja, aby spokojnie wyjaśniać młodym ludziom, że obecny w Kościele Chrystus pragnie im pomagać, pragnie, aby mieli szczęśliwe życie. Musimy też przywoływać przykłady konkretnych osób, które w Kościele odnalazły siłę do godnego życia; życia które stało się też darem dla innych. Szczególnie dużo możemy nauczyć się w tym względzie od Jana Pawła II.

Jednak Kościół nie jest postrzegany jako godzien zaufania, szczególnie, gdy jego ludzie co innego mówią, a co innego robią. Gdy więc są fałszywi.
W świętym Kościele są grzeszni ludzie – to pewien paradoks, ale też i konkretne zadanie dla każdego, by piętnując zło, pokazywać zarazem konkretne dobro, konkretną świętość. Niestety w obecnym czasie, różnego typu media prześcigają się w dyskredytowaniu Kościoła. Pojedyncze przypadki zła ukazują w taki sposób, aby podważać wiarygodność Kościoła jako całości. To nie tylko niesprawiedliwe, ale nosi znamiona zorganizowanego ataku ideologicznego, w którym chodzi o to, aby księży postrzegano jako zagrożenie, a nie wsparcie. Jak na to odpowiedzieć? Pokazując poprzez konkretne przykłady, że w Kościele obecny jest Chrystus, że dzięki posłudze kapłanów można Go tam spotkać i umocnić się Nim do godnego życia. Każdy katolik może i powinien w ten sposób wspomagać i promować Kościół.

Podczas rekolekcji wiele uwagi poświęcił Ksiądz naukom stanowym dla rodziców…
Bardzo dobrze wspominam nauki stanowe dla rodziców. Udało nam się nawiązać dialog, pojawiły się konkretne pytania. Najczęściej dotyczyły trudności rodzinnych i związków niesakramentalnych. Starałem się pokazać, że źródłem wielu problemów w rodzinie jest brak systematycznej pracy nad rozwojem miłości małżeńskiej. Mówiliśmy, że trud wierności jest krzyżem, ale z Chrystusem można go ponieść do zwycięstwa, do zmartwychwstania. Trzeba tylko umiejętnie korzystać z pomocy obecnego w Kościele Chrystusa; trzeba wykorzystać to wszystko, co oferuje w tym względzie Kościół. A proponuje rzeczywiście dużo, od specjalistycznych poradni wsparcia rodzin począwszy, poprzez różne formy rekolekcji dla rodzin, na duszpasterstwie adresowanych dla osób ze związków niesakramentalnych skończywszy.

Są jednak i przypadki, że nie dzieci brakuje w Kościele, ale rodziców, są takie, gdzie rodzice uważają Kościół i wiarę jedynie za element tradycji.
Rodzice muszą się przekonać, że Kościół proponuje spotkanie z rzeczywistym Chrystusem. Jeżeli nie doświadczą tak obecnego Chrystusa, trudno im będzie znaleźć motywację do aktywnego udziału w życiu Kościoła; nie będą postrzegać go jako domu. Konsekwentnie, wychowania religijnego w rodzinie praktycznie nie będzie. Trzeba delikatnie, ale też stanowczo przypominać rodzicom, że porzucając własne życie religijne lub sprawdzając je wyłącznie do poziomu tradycji, często niezrozumiałej, po prostu wyrządzają krzywdę swoim dzieciom. Aby Kościół był naszym domem musimy w spotkać w nim Chrystusa. To jest fundament. Na nim budujemy wszystkie inne, bardziej szczegółowe formy obecności w Kościele.

Mówił Ksiądz do cierpiących, że ich krzyże mają sens, jednak czasem cierpienie jest tak trudne, tak zaciemnia, że nawet mimo świadomości istnienia Boga, nie sposób przy Nim wytrwać…
Dzięki zbawczemu cierpieniu Chrystusa, każde ludzkie cierpienie możemy przyjąć i przeżyć jako dar dla siebie, ale też jako dar dla innych. Oczywiście nie jest to łatwe, bo to jest droga krzyża. Łatwiej ją przejść gdy doświadczamy obecności Chrystusa. Ale nie zawsze jest to takie proste. Św. Faustyna, gdy zmagała się z cierpieniem gruźlicy, przeżywała też noc duszy, to znaczy nie mogła doświadczyć obecności Chrystusa. Było to dla niej szczególnie bolesne, bo wcześniej tak wyraźnie Go widziała. Chrystus jednak wyjaśnił jej, że w tym doświadczeniu chodziło wyłącznie o to, aby jeszcze bardziej Mu zaufała. Piękne przykłady twórczego przeżywania cierpienia pozostawili nam bł. Jan Paweł II i kard. Stefan Wyszyński. Pokazali swoim życiem, że tylko z Chrystusem cierpienie ma sens. I tą drogą; drogą niełatwą musimy uczyć się kroczyć.

Ale my nie mamy objawień, nie pociesza nas Bóg tak bezpośrednio, jak siostrę Faustynę!
To prawda; można wręcz zazdrościć św. Faustynie jej relacji z Chrystusem. Nie oznacza to jednak, że do nas Chrystus nie przychodzi. On jest zawsze; oczami wiary można Go zobaczyć. Musimy tylko mocno uwierzyć, że wszystko, co powiedział o cierpieniu i do cierpiących spełni się w naszym życiu. Trzeba wierzyć, aby poznawać – przypominał św. Augustyn. Dlatego też, należy wspierać cierpiących modlitwą i twórczą obecnością. Trzeba też ich prosić, aby pomagali nam swoim cierpieniem. Osobiście często do tego powracam w rozmowie z chorymi. Pytam, komu najbardziej chcieliby pomóc i zachęcam, aby w tej intencji ofiarowali swoje trudne doświadczenia. Wielokrotnie doświadczyłem, jak bardzo skuteczna bywa tego typu pomoc. Konkretne jej przejawy trzeba pokazywać, by przekonywać siebie i innych, że droga krzyża, droga Wielkiego Piątku, przemierzana z Chrystusem, zawsze wiedzie do Niedzieli Zmartwychwstania.

Amen! Bóg zapłać za cenne nauki!

Zapraszamy do przeczytania innych wywiadów z księżmi rekolekcjonistami, którzy gościli w parafii św. Karola Boromeusza w Żyrardowie