Sakramenty święte są to znaki widzialne, za których pośrednictwem Bóg obdarza i napełnia człowieka zdrojem niezliczonych łask. Sakramenty ustanowił Jezus Chrystus i powierzył je Kościołowi. Przez sakramenty święte człowiek wkracza w życie nadprzyrodzone, czyli w życie Trójjedynego Boga i w nim uczestniczy.

Sakrament Pokuty

zabytkowy konfesjonał w jednym z francuskich kościołów

Sakrament pokuty w takim samym stopniu, jak pozostałe sakramenty, jest wspaniałym darem Boga, owocem męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Jest czytelnym znakiem miłosierdzia Bożego, pochyleniem zatroskanego, miłującego Boga-Lekarza nad człowiekiem-pacjentem, człowiekiem (chorym w sensie duchowym) zranionym grzechem osobistym, grzechem śmiertelnym i w konsekwencji znajdującym się w niebezpieczeństwie śmierci wiecznej, w niebezpieczeństwie utraty zbawienia. Śmiertelny grzech zamyka przed człowiekiem grzesznikiem przestrzeń nieba, otwiera przestrzeń piekła. Bóg nie chce śmierci grzesznika. W tym sakramencie przychodzi mu na ratunek i go ocala.

Co to jest sakrament pokuty?

Sakrament pokuty jest swego rodzaju „sanktuarium” w wymiarze duchowym, w którym człowiek spotyka się z Chrystusem a Chrystus z człowiekiem. W tym spotkaniu człowiek przyznaje się do popełnionego grzechu, wyraża żal, że dopuścił się zła, niegodziwości, niesprawiedliwości; wyraża pragnienie powrotu do życia w przyjaźni z Bogiem i wolę naprawienia wyrządzonej krzywdy. Otrzymuje od Boga przebaczenie i łaskę uświęcającą. Łaska uświęcająca przywraca człowiekowi utraconą godność dziecka Bożego, a współpraca z nią po spowiedzi sakramentalnej sprawia, że człowiek staje się piękniejszy czyli świętszy. Stworzony na obraz i podobieństwo Boże zmniejsza dystans, jaki istnieje w wymiarze piękna między Oryginałem a Jego kopią.

Jakie elementy składowe są istotne dla sakramentu pokuty?

Jest ich pięć:
- rachunek sumienia – uświadomienie sobie popełnionych grzechów (mówiąc obrazowo sporządzenie pamięciowej listy);
- żal za grzechy – wzbudzenie w głębi duszy żalu, że nastąpiło sprzeniewierzenie się własnej godności dziecka Bożego, sprzeniewierzenie się woli zbawczej Boga, że zraniło się drugiego człowieka podporządkowując swoje życie dyktatowi egoizmu;
- mocne postanowienie poprawy;
- spowiedź szczera;
- zadośćuczynienie.

Czy spowiedź sakramentalna w Kościele katolickim nie jest absurdalnym, bezprawnym wdzieraniem się duchownego w świat wewnętrznych przeżyć człowieka, w świat intymności, w świat myśli i czynów, w świat wyborów i wartości, w sferę prywatności?

Jaką korzyść uzyska człowiek w wymiarze życia tu i teraz , gdy otworzy swoje wnętrze, szczerze, aż do bólu, przed spowiednikiem?

W odpowiedzi na tak sformułowane pytanie odwołam się do mojego osobistego doświadczenia, które zapisało się w świadomości na zawsze. Przeżyłem bardzo głęboko takie oto zdarzenie. Po święceniach kapłańskich, jako wikariusz zostałem skierowany do pracy w parafii św. Wojciecha w Nasielsku (1976-1980). Pewnego wczesnego popołudnia u drzwi wikariatu stanęło czterech dryblasów. Nacisnęli na dzwonek. Otwieram i widzę przed sobą osobników, którzy swoim wyglądem, wizerunkiem twarzy i wzrokiem napełnili mnie wielkim niepokojem, powiem więcej przerażeniem. Pomyślałem, nie mam szans, jestem sam. To już koniec. Jeden z nich, głosem szorstkim, apodyktycznym, nie znoszącym sprzeciwu, powiedział: „chcemy się wyspowiadać!”, „natychmiast!”. Odpowiedziałem: „dobrze, idziemy do kościoła”. Wziąłem klucze wiszące na korytarzu wikariatu do zakrystii, otworzyłem drzwi i wprowadziłem do kościoła, ogarnięty zwątpieniem w ich dobre intencje. W zakrystii założyłem komżę i stułę, nie spuszczali mnie z oka i cały czas stali przy mnie tak blisko, że czułem ich oddech. Poszliśmy do konfesjonału, ustawili się w kolejce. Rozpoczęło się misterium sakramentu pokuty, misterium Bożej łaski, Bożego miłosierdzia. Gdy słuchałem ich wynurzeń moje serce było już spokojne. Po spowiedzi zapytałem, czy mam im udzielić Komunii Świętej? Odpowiedzieli „nie jesteśmy godni przyjąć Pana Jezusa, spowiedź nam wystarcza”. Wychodzimy z kościoła. Zamykam drzwi. Podają mi rękę na pożegnanie. Uścisk ich dłoni pamiętam do dnia dzisiejszego. Jeden z nich mówi: „dziękujemy księdzu, gdyby ksiądz pisnął jedno słowo, że odmawia posługi, już by ksiądz dziś nie żył, a my byśmy skończyli w domu wariatów, tak czuliśmy się podle. Mój Boże jaka ulga”.

To zdarzenie jest dla mnie najgłębszym dopowiedzeniem do podręcznika teologii a w szczególności teologii sakramentu pokuty. Ich nie trzeba było przekonywać, czy spowiedź sakramentalna ma jakąś wartość w wymiarach doczesności, czy duchowny ma władzę odpuszczania grzechów na mocy sakramentu kapłaństwa czy też nie. Nie interesowała ich opinia w tej materii wszelkiej maści bezbożników, ateistów, niedowiarków, szyderców, prześmiewców czy teologów protestanckich.

Prymas tysiąclecia Kardynał Stefan Wyszyński, w swoich zapiskach odnotował zupełnie inne zdarzenie, które wpisuje się jednak w bagaż moich doświadczeń.

W katedrze warszawskiej, gdy Kardynał odmawiał brewiarz w konfesjonale, pojawił się młody mężczyzna, podszedł do Kardynała i poprosił o spowiedź. Niby nic nadzwyczajnego. A jednak! Ten młody mężczyzna, być może student, na jakimś dworcu wsiadł do pociągu mknącego po żelaznych szynach wprost do Warszawy. Szedł korytarzem wagonu, zaglądał do przedziałów przez okno, wyraźnie szukał miłego towarzystwa. W pewnym momencie oczy zabłysły mu od zachwytu. Zobaczył młodą, zgrabną panienkę pogrążoną w lekturze książki. Wszedł do przedziału, pragnął, by panienka zauważyła jego obecność, by spostrzegła, jak bardzo jest przystojny. Niby niechcący wytrącił jej książkę z rąk, upadła na podłogę. Jako gentleman wyciągnął dłoń, by podnieść ją i z uniżoną grzecznością przekazać pasażerce. Była szybsza, nie zdążył, ale na ułamek sekundy ich oczy się spotkały. Te oczy były tak kryształowo czyste i piękne, że w normalnym przypadku powinny wzbudzić nieopisany zachwyt i sprowokować kawalera do wypowiedzenia wyszukanych komplementów. Nic z tych rzeczy. W tym samym ułamku sekundy te właśnie oczy stały się dla niego dziwnym zwierciadłem. W zwierciadle tym ujrzał swoją brudną duszę. Poczuł wstręt do siebie, spojrzenie paliło mu wnętrze. Wyszedł na korytarz cały w pąsach. Na korytarzu ogarnęło go gorące pragnienie, by jak najprędzej dojechać do Warszawy, spotkać gdzieś księdza w konfesjonale i odbyć sakramentalną spowiedź. Szczęście mu dopisało. Trafił na kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Może bezbożnik, prześmiewca, szyderca, ateista to zdarzenie wykpić. Rzeczywistość jedna jest nieubłagana. Widać gołym okiem, że racja jest po stronie bohatera tego wydarzenia, nie po stronie szydercy, prześmiewcy.

Dlaczego się spowiadać?

Grzech śmiertelny ściąga na grzesznika mękę wieczną, otwiera przestrzeń piekła, zamyka przestrzeń nieba. Spowiedź sakramentalna oglądana z perspektywy tragicznych konsekwencji grzechu śmiertelnego odwraca na korzyść człowieka porządek rzeczy. Sakramentalne rozgrzeszenie przywraca stan łaski uświęcającej w duszy człowieka. Jest cudowną kąpielą, która obmywa z wszelkiego brudu grzechu. Otwiera niebo. Zamyka piekło.

Zatrważający ciężar grzechu obnaża Jezus Chrystus w sposób najbardziej czytelny podczas Ostatniej Wieczerzy w Wielki Czwartek, gdy stwierdza, że Jego krew jest wylana na odpuszczenie grzechów (Mt 26,28). O tym wydarzeniu
zapomina często człowiek, który buntuje się przeciwko konieczności spowiedzi. Grzech jest brakiem miłości do Boga, która zakłóca harmonię relacji między Bogiem i człowiekiem. Człowiek rozpoznaje w sobie grzesznika nie dlatego, że koncentruje uwagę na własnej osobie, lecz w sytuacji, gdy otwiera szeroko swoje zdumione oczy na szaloną miłość Boga.

Dlaczego spowiadać się ze swoich grzechów księdzu? Czy nie wystarczy wprost poprosić Boga o wybaczenie? Czy nie możemy wyspowiadać się bezpośrednio Bogu?

Jest rzeczą niewątpliwą, że Jezus chciał dać swemu Kościołowi misję odpuszczania grzechów. Przyrzekł świętemu Piotrowi i Apostołom władzę „wiązania i rozwiązywania” (Mt 16, 19), potępiania i rozgrzeszania. Po swoim
zmartwychwstaniu, ukazał się swoim uczniom, dał im dar Ducha Świętego i powiedział: „Przyjmijcie Ducha Świętego. Tym, którym odpuście grzechy, będą im odpuszczone, tym którym zatrzymacie będą im zatrzymane.” (J 20, 22-23) Jezus powierza swoim uczniom misję odpuszczania. Symbolem zasadniczym sakramentu pokuty jest spotkanie księdza i penitenta, które wyraża spotkanie osobiste grzesznika z Bogiem.

Jak się spowiadać?

Zazwyczaj zaczynamy przygotowanie do spowiedzi od zrobienia rachunku sumienia i sporządzenia pamięciowej listy popełnionych grzechów. Pożyteczne jest jednak dla naszej duszy uprzednio przeczytać fragment Biblii, wsłuchać się w Słowo Boga, które objawia nam Jego miłosierdzie a zarazem odsłania nasz grzech osobisty.

Zniechęca nas do sakramentu pokuty myśl, że po spowiedzi ponownie wrócimy do grzechu. Jest rzeczą bezsporną, że spowiedź nie zmienia nas automatycznie w osobę świętą. Jednak sakrament przebaczenia stawia nas uniżonych, skruszonych, napełnionych pokorą [rzecz nie do przełknięcia dla pyszałka] przed Bogiem, który nas kocha mimo naszej słabości i to spotkanie jest istotne jak spotkanie „boskiego” lekarza i chorego.

Zniechęca nas do sakramentu pokuty świadomość braku świadomości grzechu. Co mam mówić, skoro mam takie wrażenie, że nie mam grzechu, że nie popełniam grzechu, że jestem niewinny? Tymczasem, jeśli my nie widzimy naszych grzechów widzą je doskonale nasi sąsiedzi, nasi bliscy. Święty Jan Apostoł stwierdza: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, nie ma w nas prawdy” (1 J 1,8-10).

Zniechęca nas do sakramentu pokuty fakt, że nie odczuwamy takiej wewnętrznej potrzeby, co sprawia, że spowiadamy się bardzo rzadko albo wcale. Jeśli uświadomimy sobie istotę tego cudownego sakramentu, zrozumiemy, że
otwarcie się na ten sakrament nie jest uzależnione od „tak, mam wewnętrzną potrzebę!” lecz od przekonania o jego randze w naszych relacjach z Bogiem.

Sakrament pojednania odpowiada na konkretne zapotrzebowanie człowieka. On przysparza pokoju serca, odciąża, koi sumienie na którym ciąży niekiedy sile poczucie winy. Wyznanie grzechów jest niekiedy trudne, upokarzające lecz uwalnia od gniotącego ciężaru. Spowiedź to wyzwolenie. Co więcej, przynaglając się do wyartykułowania naszych grzechów spowiedź wnosi do naszego serca tajemniczą światłość i pomaga nam odnaleźć zagubioną prawdę o nas samych.

Sakrament pojednania daje nam siłę, która uzdrawia nas z naszych słabości i wnosi energię w nasze codzienne chrześcijańskie życie. Wiąże na nowo i z nową mocą z Bogiem, Kościołem, braćmi i siostrami. Doświadczamy pokoju i radości po sakramentalnym rozgrzeszeniu.

Jak przebiega spowiedź?

Na początku dokonujemy rachunku sumienia, stając w prawdzie przed Bogiem prosząc Go, by nam pokazał, co stanowi przeszkodę miłości w nas. Następnie udajemy się na spotkanie z księdzem w konfesjonale, które przebiega według takiego oto prostego schematu:
- Pobłogosław mnie Ojcze, obraziłem Boga następującymi grzechami…
- Od ostatniej spowiedzi upłynął miesiąc, rok, 10 lat …, żadnego grzechu nie zataiłem
- Oto grzechy, które popełniłem:
- względem Boga,
- względem bliźniego,
- względem samego siebie,
- Więcej grzechów nie pamiętam. Proszę Boga o wybaczenie, a ciebie ojcze duchowny o rozgrzeszenie i pokutę.
- Spowiednik następnie może postawić takie czy inne pytanie, gdy uzna to za stosowne i zbawienne.
- Wypowiada formułę rozgrzeszenia sakramentalnego.
- Proponuje pokutę, którą będzie najczęściej modlitwa lub medytacja nad tekstem wybranym Pisma Świętego (Ewangelii)
- Zachęca do porzucenia drogi grzechu.
- Błogosławi i odsyła w pokoju.

Do sakramentu spowiedzi świętej można przystąpić w kościele św. Karola Boromeusza podczas każdej Mszy świętej.

Istnieje również możliwość poproszenia o spowiedź - zgłoszenia w kancelarii parafialnej lub w zakrystii kościoła przed lub po każdej Mszy św.