I Wojna Światowa

Okres pierwszej wojny światowej (1914 – 1918) odcisnął swoje niezatarte piętno w historii Żyrardowa, kształtował zachowania, poddawał próbie siłę charakteru człowieka, spójność katolickiej koncepcji życia, wierność wyznawanym wartościom, stawiał duszpasterzy w obliczu nowych wyzwań. Ksiądz Włodzimierz Taczanowski – proboszcz parafii w okresie wojny, w księdze Liber curae animorum zauważa, że stacjonujące tu wojska rosyjskie przyczyniły się do zdemoralizowania wielu dziewcząt. Dziewczęta zwabiane i zachęcane rozrzutnością oficerów rosyjskich oddawały się na pastwę wyuzdania i lubieżności. Rachmistrze, dla których matematyka jest najważniejsza, rzekomo, naliczyli tu osiemset prostytutek. Skalę spustoszenia moralnego obnaża fakt, że w tej liczbie doszukać się byłoby można także młodocianych, czternastoletnich dziewcząt. „Przyprowadziła do mnie matka czternastoletnią dziewczynę, która była skończoną łajdaczką, na którą żadne perswazje nie działały. Matka pragnęła, aby jej dano czarną książkę, iżby jej mogła się wyrzec”. [3]

Żyrardów znajdował się w strefie działań operacyjnych 2 armii rosyjskiej. Dowodzona przez gen. Smirnowa 2 armia rosyjska (18 dywizji piechoty i 2 dywizje kawalerii) została zaatakowana w rejonie Rawki i Bzury 31 stycznia 1915 roku przez 9 armię niemiecką (13 dywizji piechoty i 2 dywizje kawalerii). Natarcie zostało odparte, a Niemcy ponieśli ciężkie straty. By przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę w kolejnym natarciu 31 maja 1915 r. użyli ciekłego chloru jako broni chemicznej. Broń tę wymyślił i opracował technologię jej zastosowania niemiecki naukowiec żydowskiego pochodzenia profesor Fritz Haber, dyrektor Berlińskiego Instytutu Fizykochemicznego im. Cesarza Wilhelma. „Gazowy” 36 pułk saperów przydzielony do 9 armii niemieckiej na linii frontu umieścił 1.200 butli z 264 tonami sprężonego chloru.

Do naszych czasów zachowała się jedna niemiecka butla gazowa w Bolimowie. Została ona przecięta na dwie równe części i wykorzystana do konstrukcji 2 dzwonów. Jeden z tych dzwonów znajduje się na ryneczku w Bolimowie i służy strażakom jako niekonwencjonalna „syrena alarmowa” na wypadek pożaru. Drugi dzwon znajduje się w posesji prywatnej Rodziny Konopczyńskich w Bolimowie przy ulicy Dworskiej 7.

dzwon zrobiony z butli z gazem użytej w ataku niemieckim

 

 

 

 

Na górnej części przepiłowanej butli widnieje napis w języku niemieckim następującej treści: 150 atmosfer, 40 litrów pojemności…

 

 

 

Po otrzymaniu rozkazu, żołnierze odkręcili zawory stalowych butli wyposażonych w tzw. „kacze dzioby” (3-metrowe rury). Z nich zaczął wydobywać się ciekły chlor, który natychmiast zamieniał się w żółtozielony obłok gazu. Wysokość obłoku sięgała 6 metrów. Sprzyjający natarciu wiatr wepchnął ten śmiercionośny obłok na pozycje wojsk rosyjskich. [4]

cmentarz żołnierzy poległych w ataku gazowym w I wojnie światowej

 

 

 

Pomnik na zbiorowej mogile żołnierzy niemieckich uśmierconych gazem bojowym (chlorem) w Huminie.

 

 

Żyrardów znajdujący się po rosyjskiej stronie frontu zamienił się w jeden wielki szpital. I choć część zatrutych gazem odesłano do Warszawy, to i tak wozy sanitarne i taborowe dzień i noc zwoziły rannych i zabrakło miejsc w szpitalach. „Pewnego pięknego majowego dnia na dziedzińcach szkół żyrardowskich” – napisał w książce „Mój Żyrardów” Paweł Hulka-Laskowski – „poukładano setki żołnierzy potrutych gazami. Biedni ci ludzie leżeli pokotem na ziemi w swoich znoszonych i brudnych szynelach, a nieliczni lekarze z siostrami Czerwonego Krzyża chodzili śród nich i rozkładali ręce bezradnie. Nie było środków opatrunkowych, brakło wyszkolonego personelu, aby ratować potrutych. Umierali na ziemi spokojnie, cicho, bez buntu, całymi dziesiątkami”. [5]

grób żołnierza poległego w ataku gazowym pod Żyrardowem

 

 

Cmentarz żołnierzy niemieckich i rosyjskich w Kolonii Bolimowskiej-Wieś. W głębi mała kapliczka z tablicą upamiętniającą.

 

 

 

Ogromna ilość poległych powodowała, że Rosjanie stanęli przed koniecznością ich szybkiego grzebania. Jedynym wyjściem było kopanie ogromnych rowów i chowanie poległych w tzw. „bratnich” mogiłach. Po atakach gazowych powstały takie ogromne zbiorowe groby w Wiskitkach, Miedniewicach i Guzowie. „Jak składaliśmy ich do grobów, to wszystko było w rozkładzie. Myśmy podostawali takie prymki do ssania i papierosy do palenia z takim kadzidłem. (…) Rów wykopali jak stąd do stodoły. Pop ruski święcił, odmawiał (…) Jedna warstwę walili głowami, drugą nogami, to takich warstw było chyba ze cztery; co nawalili, oproszkowali, skarbolowali, wywapnowali, to znów następnych kładli” – tak wspominali chowanie poległych okoliczni mieszkańcy.

Po raz drugi użyto chloru nad Bzurą i Rawką w dniu 12 czerwca 1915 roku, na krótkim 4 km odcinku frontu od Kozłowa Biskupiego po Suchą. atak ten nie spowodował w szeregach rosyjskich tak znacznych strat jak poprzedni.

Mimo to ucierpiały: 218 pułk piechoty i 3 pułki Strzelców Syberyjskich: 23, 54, 56.

W dniu 17 lipca 1915 roku wojska niemieckie zajęły Żyrardów. W czasie szturmu samoloty niemieckie zrzuciły na miasto 317 bomb. Na ulicach miasta leżeli zabici i ranni, bomby nie szczędziły dzieci. Ks. Włodzimierz Taczanowski biegał po mieście, by zdążyć na czas do rannych i konających. W obliczu barbarzyństwa wojny, z odwagą wypełniał swoją kapłańską misję względem rannych, umierających, zrozpaczonych, wypowiadając słowa: ego te absolvo… Obecność kapłana i te słowa były dla konających nie tylko znakiem miłosierdzia Bożego, lecz także źródłem nadziei zbawienia po śmierci i życia w lepszym świecie w wieczności. Mnóstwo ludzi opuściło miasto. Zarząd fabryki wyjechał. Fabryka została pozostawiona na pastwę losu. Klucze od kasy powierzono proboszczowi. Rosjanie uciekając w popłochu z miasta 16 lipca podpalili fabrykę, dynamitem wysadzili kominy, zrujnowali gmachy. Pożar trawił miasto trzy dni. Proboszcz Żyrardowa wspólnie z ochotnikami walczył z niszczącym żywiołem i ocalił miasto. Szrapnele niemieckie rwały się nad głowami.

Po wysadzeniu piroksyliny pod cmentarzem grzebalnym, wybuch zniszczył ogrodzenie cmentarne, powalił wiele pomników, zrujnował doszczętnie dom grabarza i pomieszczenie służące do przechowywania trumien. W kościele św. Karola Boromeusza roztrzaskał wszystkie witraże a w kościele Matki Bożej Pocieszenia wybił 62 szyby.

Zajęcie miasta przez Niemców było bardzo ponure. Rozpoczęły się aresztowania i wyroki śmierci. Zwycięscy składali ofiary molochowi wojny z pokonanych, niewinnych ludzi.

Gdy ucichły bomby, głód i nędza upomniały się o swoje ofiary. Fabryka nieczynna, pozbawieni pracy i środków do życia powiększają szeregi żebrzących. Wielu w poszukiwaniu pracy opuszcza Żyrardów i udaje się do Prus, wielu – do swoich krewnych żyjących na wsi, wielu szuka ratunku na drodze przestępczej: kwitnie bandytyzm, nieuczciwość, kradzieże. Trzeba na polach trzymać straż, aby uratować plantację zasadzonych kartofli i innych warzyw. Kury, prosięta muszą być dobrze strzeżone, aby nie stały się łupem złodziei.

W roku 1917 proboszcz w kronice zapisał: „Bieda wśród parafian coraz większa, a z nią i moralność upada. Niemcy demoralizują dziewczęta. Ich załogi stacjonujące w mieście doprowadzają dziewczęta do uprawiania prostytucji pod przymusem. Ludność przeważnie żyje z tak zwanego szmuglu tj. przewożenia żywności do Warszawy i oszustw na dużą skalę.

Niemcy rozpoczęli rekwizycje rzeczy kościelnych. W ramach tej akcji dopuścili się dewastacji instrumentów muzycznych w kościołach. Z organów w kościele św. Karola Boromeusza i w kościele farnym wyszabrowali piszczałki cynowe. Zarekwirowali wszystkie dzwony (5 ton spiżu) tylko po to, by porozbijać je młotami w kawałki i porozrzucać po cmentarzu. Z pożogi wojennej ocalał jedynie dzwon z kościoła św. Karola Boromeusza, zdjęty uprzednio przez Rosjan, a ukryty potem przez proboszcza. W roku 1918 Niemcy stali się jeszcze bardziej butni i pewni siebie. Gospodarują coraz śmielej. Rekwizycje rzeczy wartościowych nie mają końca. Bez skrupułów zdarli poszycie miedziane z kopuły i wież kościoła. Klęska spadła na nich niespodzianie, jak potrzask.

h_06

 

 

 

Tablica pamięci z kapliczki na cmentarzu żołnierzy niemieckich i rosyjskich z miejscowości Kolonia Bolimowska – Wieś.

 

 

 

 

 

Przypisy:
3.
Włodzimierz Taczanowski, Liber curae animorum, cyt. za : „Księga Kościoła Rzymsko-Katolickiego w Żyrardowie”, s. 18.
4. „Zupełnie zaskoczeni Rosjanie nie wyposażeni w maski przeciwgazowe (wówczas nie mieli ich także Niemcy, a 36 pułk saperów posiadał aparaty tlenowe) nie wiedzieli, jak się zachować w obliczu nieznanego sobie niebezpieczeństwa. Sądząc, że jest to zasłona dymna poprzedzająca atak na bagnety, chowali się do okopów. A tam stężenie gazu było największe.
„Mdły, słodkocierpki gaz tamował oddech w gardle, wywołując u ludzi duszenie się. W ustach zjawił się cierpki, metalowy smak, błony śluzowe dróg oddechowych uległy zapaleniu, wszystkie wewnętrzne organy trawienia męcząco paliły. Ci żołnierze, którzy więcej od innych wciągnęli do płuc śmiercionośnego gazu (…), wkrótce stracili przytomność i umierali. Twarze ich stawały się sine i puchły, zaś twarze innych sczerniały, jakby zostały zwęglone. U innych z gardła, nosa i uszu trysnęła krew, z ust sączyła się krwawa piana. Równocześnie ciekły łzy (…), bolały oczy, pojawiały się mdłości i wymioty, a następnie bolesny kaszel i plucie krwią”.
Bardziej domyślni spośród żołnierzy przykładali sobie do twarzy zmoczone szmaty, niektórzy wdrapywali się na drzewa lub dachy domostw. Z życiem uszli tylko ci, którzy zdołali uciec zanim stracili przytomność, bądź kontrolę nad sobą. Byli to na ogół żołnierze z odwodów, gdzie stężenie gazu było o wiele mniejsze.
Gdy chmura chloru oddaliła się na pozycje rosyjskie, rozpoczęło się niemieckie natarcie. „Żołnierze, którzy pozostali w okopach cierpiący i chorzy, pozbawieni sił, dźwignęli karabin, ale wszystkie części metalowe w karabinach zardzewiały”.
Chlor niósł śmierć nie tylko żołnierzom: „Wszystko, co żyło, a co trafiało w zasięg działania gazu, natychmiast ginęło. (…) Ziemia pokryła się czerwono-burą powłoką, żyto więdło, wydawało się jak spalone. Liście na drzewach skręcały się jakby pod wpływem silnego żaru i usychały. Ptaki siedzące na drzewach padały martwe”.
Na szczęście dla Rosjan gaz przeszedł nad żołnierzami znajdującymi się w pierwszej linii okopów, którzy wraz z rzuconymi pośpiesznie posiłkami powstrzymali atak Niemców. Nie wiemy dokładnie, ilu rosyjskich żołnierzy poległo w tym dniu w rejonie Bolimowa. Liczba zagazowanych osiągnęła podobno 11 tysięcy. Inne źródła podają, że było ich 9100. Rosyjskie publikacje twierdzą, iż życie straciło 1500 – 2100 żołnierzy. Dziś jest to nie do ustalenia, wiadomo jednak bezsprzecznie, że ucierpiały następujące pułki: 217, 218 piechoty, 10, 53, 54, 55, 56 Strzelców Syberyjskich oraz 14 Syberyjska Brygada Artylerii. Gazem objęte były następujące miejscowości: Wola Szydłowiecka, Tartak Bolimowski, Humin, Sucha, Borzymów, Wola Miedniewska. Wyraźny odór czuć było w odległości 30 kilometrów. Wśród zagazowanych była także ludność cywilna.
Tak wspomina tamten atak mieszkaniec Bolimowa, Stanisław Wróblewski: „Tego dnia wiozłem na wozie do Wiskitek rosyjskich saperów, którzy całą noc na przedpolach ustawiali zasieki. Nagle poczuliśmy coś duszącego. Zaczęliśmy szybko uciekać. Sześciu żołnierzy jadących ze mną osłaniało mnie, młodego chłopaka, czym się dało. Kiedy już dojechaliśmy do wioski, zauważyłem, że saperom z ust ciekła czerwona piana. Trafili oni od razu do szpitala, który znajdował się w tamtejszej szkole. Ja już na drugi dzień poczułem się dobrze. Później dowiedziałem się, że jadący ze mną saperzy zmarli”.
Dokładny opis ataku odnajdujemy we wspomnieniach Maksa Wilda, niemieckiego oficera wywiadu, któremu polecono dostarczyć pod Bolimów profesora Fritza Habera.
„Po zajęciu wygodnej pozycji do obserwacji ataku – wspomina Max Wild – zapytałem profesora, czy nie uważa, że atakowanie ludzi w ten sposób jest głęboko niehumanitarne? Na to profesor odpowiedział mi w poważnym, ale lekko pobłażliwym dla mnie tonie: „Ma pan rację ze swego punktu widzenia. Ale w tej wojnie, którą toczy cały świat, skrupuły moralne nie liczą się. My nie możemy postępować inaczej, jeśli chcemy uratować naszych ludzi”.
Wypuszczenie gazu poprzedziło przygotowanie artyleryjskie. Następnie żołnierze rosyjscy po raz kolejny usłyszeli charakterystyczny syk wydobywającego się z butli gazu. Po przejściu chmury gazowej, na milczące pozycje rosyjskie ruszyła piechota niemiecka. Za żołnierzami podążył strzeżony przez Wilda prof. Haber.
„To, co zobaczyłem idąc” – napisał Wild – „to była suma grozy, która urągała ludzkiej fantazji. Ludzie zmagający się w śmiertelnej walce wlekli się na czworaka i jak w obłąkaniu rwali na ciele odzież. Jeden leżał wczepiwszy palce w ziemię, drugi obok z szeroko rozwartymi źrenicami. W oczach jego tkwiło przerażenie przez niepojętym. Świszczące, zatrute oddechy mówiły o niezmiernej męce konających. (…) W dalszej drodze widzieliśmy grozę śmierci gazowej w jeszcze straszliwszej postaci. Nigdzie tchnienia życia. Martwi oficerowie, martwi żołnierze leżeli skuleni jeden obok drugiego. W twarzach ich zastygła męka cierpienia. Śmierć zaskoczyła jednych czuwających, innych we śnie”.
Widok ten wywarł wstrząsające wrażenie na niemieckich żołnierzach, skłaniając ich do niesienia Rosjanom pomocy. Zbierali zatrutych z pola walki i odnosili na tyły.
“To nie było natarcie” – wspomina Wild – „ale współczucie i pomoc dla haniebnie potraktowanego przeciwnika, dla umęczonego człowieka. Te akty litości były jedyną rzeczą, która im w tym dniu nie pozwoliła zwątpić w ludzkość”.
Kto wie, czy przyczyną udzielania pomocy zagazowanym nie było to, że po obu stronach walczyło dużo Polaków? Może to oni, słysząc krzyki rannych w języku polskim, zaczęli spontanicznie wynosić zagazowanych poza rejon ataku gazowego?
Znamienne było natomiast zachowanie przyszłego laureata nagrody Nobla (1919) prof. Habera. Chodząc pomiędzy zatrutymi poszukiwał przykładów dla potwierdzenia swojej teorii selekcjonując żołnierzy na tych, co się „nadają do grobu” i na tych, którym można pomóc.
Użycie „cudownej broni” i tym razem nie przyniosło 9 armii oczekiwanego sukcesu terytorialnego.
Trzeci i ostatni atak gazowy nastąpił w nocy z 6 na 7 lipca 1915 roku na froncie o szerokości 12 kilometrów, kończąc się tragicznie dla samych Niemców. Początkowo wiatr powodował przesuwanie chmury chloru w stronę pozycji rosyjskich. Za chmurą posuwało się natarcie niemieckie, które zdobyło pierwszą linię rosyjskich okopów. Wtedy wiatr zmienił kierunek i zepchnął obłok gazowy na Niemców. Środki ochrony okazały się niewystarczające i około 1200 z nich zostało zatrutych gazem. Aby ukryć ten fakt przed własnym wojskiem, zatrutych pochowano bezpośrednio w okopach. Dopiero po przejściu frontu Niemcy wynajęli miejscową ludność do ekshumacji poległych. Przy okazji odzyskano z niemiecką skrupulatnością to, co się jeszcze nadawało z oporządzenia żołnierskiego. Zostały tylko mogiły.”
5. Paweł Hulka-Laskowski, „Mój Żyrardów”.

Następny rozdział: Okres międzywojenny i II Wojna Światowa