Pożar kościoła św. Karola Boromeusza w Żyrardowie

pożar kościoła św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieWojewoda skierniewicki dnia 2 czerwca 1977 roku wyraził zgodę na budowę plebanii przy kościele. Zatwierdzony projekt określał jej parametry: budynek o długości 15 metrów, szerokości 12 metrów, podpiwniczony, o dwóch kondygnacjach.
Realizację projektu ks. Stanisław Wolski powierzył inżynierowi architektowi Antoniemu Potrzebowskiemu z Żyrardowa. Zgromadził materiał na budowę: zalasowano 15 ton wapna, zakupiono 12 tysięcy cegły – dziurawki w Radziejowicach, ok. 10 tysięcy cegieł max w Plecewie, sprowadzono 6 tysięcy akermanów z Aleksandrowa Kujawskiego i 15 tysięcy cegieł pełnych z prywatnej cegielni w Pustelnikach koło Marek, 2 240 kg drutu i stalowych prętów oraz kilka samochodów – wywrotek żwiru.
By rozpocząć prace budowlane potrzebna była jeszcze zgoda Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Ten wykreślił z projektu balkony i zmniejszył rozmiary budynku. Z początkiem lipca 1978 roku ruszyły prace budowlane. Wykonawcą projektu był Edward Kruk, stary doświadczony budowlaniec. Uzgodniono w podpisanej umowie o dzieło, że majster otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 60 zł za godzinę pracy, murarz 50, a pomoc murarska 30 złotych.

pożar kościoła św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieWykonawcom zabrakło wyobraźni technicznej i dlatego podłączyli betoniarkę do instalacji elektrycznej w kościele. Przy zalewaniu fundamentów dnia 24 sierpnia 1978 roku betoniarka pracowała od rana do wieczora przy pełnym obciążeniu. Był to czwartek, godz. 17.15.

Na poddaszu kościoła przewody elektryczne nie wytrzymały tak dużego obciążenia, stopiła się izolacja, a gołe druty rozgrzane do koloru czerwonego stały się przyczyną pożaru.

Pożar jako pierwszy zauważył pan J. Budkiewicz i natychmiast powiadomił miejscową straż pożarną. Po 20 minutach przyjechali miejscowi strażacy, rozwinęli swój prymitywny sprzęt i… do gaszenia nie przystąpili. Nie mieli wody, nie mieli drabiny i – jak relacjonują naoczni świadkowie – ze stoickim spokojem przyglądali się, jak ogień rozprzestrzenia się i żarłocznie niszczy poszycie dachowe kościoła.

Zdesperowany bezczynnością strażaków nastolatek, Marek Kulik wyrwał jednemu ze strażaków „sikawkę strażacką”, przystawił drabinkę do piorunochronu, po tym piorunochronie wdrapał się na dach płonącego kościoła i podjął walkę z żywiołem. Było już za późno, by pożar zdusić w zarodku.

pożar kościoła św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieW międzyczasie przy płonącym kościele zgromadziło się 20 jednostek straży z okolic Żyrardowa. Wszyscy zajęli stanowiska bojowe do walki z żywiołem i w akcji gaśniczej poruszali się niemrawo, jakby byli w letargu, oszczędzali wodę i pianę, jakby to były produkty otrzymywane na receptę. Pani Zofia Kałużna, zatrudniona jako gospodyni, pobiegła do pobliskiej bramy szpitalnej, by skorzystać ze znajdującego się tam telefonu służbowego i powiadomić o nieszczęściu franciszkańską straż ogniową w Niepokalanowie. Jakiś mężczyzna, zapewne wychowany w nienawiści do Kościoła i religii przez ideologów komunizmu, wyrwał jej słuchawkę z ręki i nie pozwolił wezwać straży na ratunek płonącego, zabytkowego obiektu sakralnego o wielkiej wartości artystycznej i historycznej, jakby w obawie, że ci niepoprawni politycznie czciciele Niepokalanej mogą nie zrozumieć dziejowej chwili i w swojej irytującej pobożności i gorliwości ocalić kościół, który – w jego wyobraźni – był już tylko szczyptą popiołu. O godz. 18.00 przybyła straż braci franciszkanów z Niepokalanowa. Dzięki ich determinacji i profesjonalizmowi zostały uratowane zabytkowe organy, ocalony od ognia chór, wyniesione meble i zabytkowe obrazy, opanowany żywioł ognia. Dachu kościoła nie udało się ocalić, spłonął doszczętnie. Była godzina 2 w nocy. Wyniesione z kościoła obrazy, elementy organów, meble i sprzęt liturgiczny zabezpieczyła Milicja Obywatelska. Po akcji gaszenia trzeba było czuwać, bo co pewien czas tu i ówdzie pojawiały się na nowo płomyki ognia. W sobotę tj. 26 sierpnia w południe straż żyrardowska, czuwająca przy pogorzelisku, dogasiła ostatecznie tlące się jeszcze na wietrze elementy drewnianej, zwęglonej, zrzuconej na ziemię obok murów kościoła, konstrukcji dachu.

Następny rozdział: Odbudowa po pożarze