Czuwajcie! Czyńcie dobro, by nie zmarnować Bożego zaproszenia na ucztę w niebie

Koronacja NMP, medalion w kościele św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieCzy Bóg zaprasza tylko raz?

„Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi.” Król posyła swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę.

W tej przypowieści, bardzo sugestywnej, Jezus stara się przybliżyć swoim historycznym słuchaczom i nam tu zgromadzonym, sprawy między Bogiem a człowiekiem. Słuchając przypowieści o zaproszonych na królewską ucztę, domyślamy się bez trudu, że owym królem, hojnym w swojej gościnności, jest Ojciec Bóg, ten który stworzył wszechświat i człowieka na swój obraz i swoje podobieństwo.

Nie tylko stworzył!

On obdarował stworzonego człowieka uprzedzającą i darmową miłością.

Przypowieść Jezusa przybliża nam gościnność Boga i przynagla nas, byśmy zaproszenie przyjęli. Król z przypowieści Jezusa, zaprosił gości już wcześniej, a o stosownej porze ich zwołuje. Zauważmy – zwołuje na ucztę. Nie do pracy, nie na wojenną wyprawę, nie na wiec, nie na naradę. Na ucztę.

Co chce powiedzieć nam Jezus w swojej przypowieści ? Z analizy tekstu wynika, że Bóg zaprasza ludzi do bliskiej zażyłości, do nagrody, do radości, do wspólnego ze sobą świętowania i odpoczynku. Prorocy Starego Testamentu chętnie posługiwali się obrazem uczty, by dać do zrozumienia, co Bóg przygotował dla człowieka. Właśnie o tym mówił prorok Izajasz w pierwszym czytaniu: uczta i najwyborniejsze wina, zdarcie czarnego całunu, zniszczenie śmierci, definitywne zniszczenie śmierci „raz na zawsze”, otarcie łez z każdego oblicza.

Zaproszeni jednak, w swoim mniemaniu, mieli ważniejsze sprawy. Nie przyszli. Zlekceważyli Króla, okazali pogardę dla jego gościnności.

Król zaproszenia nie ponowił. Uniósł się gniewem. Czy to znaczy, że Bóg może się rozgniewać? Widocznie może, skoro tak jest zapisane w Ewangelii Jezusa. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę z tego, że mówiąc o Bogu, posługujemy się naszymi wyobrażeniami i ludzkim sposobem wypowiadania się, ograniczonym do naszych przeżyć i doznań.

Zatem – niepokojące pytanie – czy Bóg zaprasza tylko raz? Tak wynika z Jezusowej przypowieści. Boże zaproszenie jest jedno. Jest nim nasze doczesne życie. Jedno życie. Drugiego doczesnego życia nie będzie. U kresu życia doczesnego usłyszymy już tylko jedno krótkie wezwanie: uczta jest gotowa; przybywaj niezwłocznie, chciałoby się powiedzieć – natychmiast. Natychmiast!!!

Powtórki zaproszenia nie będzie – zabrzmi ono dla naszych uszu tylko raz. Świadomi tego, nie pomniejszając znaczenia spraw wypełniających naszą codzienność, musimy zdawać sobie sprawę z tego, co jest najważniejsze w naszym życiu, jak mówi pieśń religijna „co jest najważniejsze, co jest najpiękniejsze, za co warto życie dać?” Realizując bałamutną filozofię życia możemy przegapić to ostateczne wołanie Boga.

Pytamy więc o sprawy najważniejsze

Co jest najważniejsze? Kto jest najważniejszy? Odpowiedź Ewangelii jest prosta: Król i uczta, na którą król zaprasza.
Król w tej ewangelii jest obrazem niewidzialnego Boga. Kto jest najważniejszy? Bóg i cała wieczność, którą nam przygotował.

A czym jest nasza codzienność? Czym to wszystko, ku czemu pospieszyli zaproszeni? To praca i trud. Czy to nie jest ważne? Trud. Praca. Owszem, ważne. Ale człowiek nie powinien stać się niewolnikiem ani pracy, ani trudu – choćby potrzebnego i pożytecznego.

Sprzeciw wobec Bożego zaproszenia

Jezus wskazał jeszcze inny rodzaj sprzeciwu wobec Bożego zaproszenia: Inni pochwycili jego sługi i znieważywszy ich, pozabijali. Bezrozumna agresja kończąca się zbrodnią. Gdy słuchamy tej przypowieści, może się zdawać, że Jezus przesadził. Gdy jednak obserwujemy świat wokół siebie, dostrzegamy taką bezsensowną i morderczą agresję. Agresję wobec wszystkiego, co dobre, agresję wobec Boga, wobec Ewangelii, wobec Kościoła, wobec każdej myśli o wieczności.

Agresję wobec wartości pozytywnych i najbardziej ludzkich. Czy nie dlatego ukrzyżowano Jezusa? Czy nie dlatego i dziś wielu dobrych i wartościowych ludzi doznaje upokorzeń, jest wyśmiewanych, a bywa że eliminowanych także z życia społecznego? Nieraz kończy się to śmiercią – jak było w przypadku ks. Popiełuszki. Częściej marginalizacją, czy jak mówią młodzież: wyautowaniem człowieka, choćby był potrzebny innym.

Tak jest w bulwersującym przypadku profesora Chazana, pozbawionego nie tak dawno pracy w warszawskim szpitalu Świętej Rodziny dlatego tylko, że sprzeciwił się propagandzie śmierci i nie chciał zabijać poczętych polskich dzieci. Przypadek ten odsłania głęboką niemoralność prezydenta Warszawy Gronkiewicz Waltz, a także dziennikarzy prowadzących do tego szpitala kobietę w zaawansowanej ciąży, okradzioną z prawdy o jej osobistej godności, o godności macierzyństwa, o godności poczętego dziecka, już po dymisji profesora, w świetle kamer z głupawym uśmiechem triumfu na twarzach, a przecież prowadzili ją, by asystować w zadawanej śmierci niewinnemu bezbronnemu dziecku.

Nie zauważyli, że do ich grona dołączył diabeł, Książę Ciemności. To był dzień jego triumfu, szedł z nimi szczęśliwy i bił brawo matce, która wydała wyrok śmierci na własne dziecko i oklaskiwał dziennikarzy, którzy gratulowali jej, że mieści się w ich określaniu polskiej racji stanu. W świetle kamer zabijali młodych Polaków tylko Niemcy i Sowieci w czasie II wojny światowej.

W obliczu metafizycznych zdarzeń nieodparcie wraca pytanie, co w życiu jest najważniejsze? Bardzo różne ludzie dają odpowiedzi. I wcale nie chodzi o to, co mówi wtedy ten czy ów, nie chodzi o słowne deklaracje. Te mogą być piękne, ale puste. Mogą nic nie znaczyć, więcej – mogą kłamać. Tak jest w przypadku zakładania kagańca, czy hamulca Radiu Maryja, jedynemu polskiemu medium, wolnemu od sponsorów zagranicznych narzucających obowiązującą poprawność polityczną.

W ustach ideologów; frazes „demokracja”, znaczy „wolność wyrażania poglądów, ale wybiórcza wolność”. Możesz mówić na Kościół, co chcesz, abyś tylko mówił źle, o prawdę się nie martw, my – obowiązująca opcja polityczna, czy my – obowiązująca poprawność polityczna, my się tym zajmiemy. Nie poniesiesz kary, za bluźnierstwa, oszczerstwa, kłamstwa, pomówienia.

Najważniejsza jest odpowiedź, jaką człowiek daje Bogu – swemu Stwórcy swoim postępowaniem, moralnymi wyborami, jakich dokonuje każdego dnia. Wybierając dobro, przyjmuje zaproszenie na Bożą ucztę. Wybierając zło – ściąga na siebie Boży gniew.

Ubrać się odświętnie

Czy chrześcijanie są ludźmi, którzy na Boże zaproszenie odpowiadają z pełną gotowością? Bynajmniej. Jesteśmy tak samo słabi, oporni, tak samo zapatrzeni w swoje sprawy, że często nie mamy czasu ani ochoty myśleć o wieczności, o Bogu, o dokonywaniu wyboru między dobrem a złem. Zagonieni żyjemy z dnia na dzień, a gdy dociera do nas głos jakiegoś „sługi królewskiego” – kaznodziei, rekolekcjonisty, biskupów czy papieża – nerwowo odpowiadamy „nie mam czasu”, albo reagujemy agresją.

Dlatego z jednej strony kościoły coraz bardziej pustoszeją, a z drugiej strony zapełniają się cele więzienne, przybywa zakładów karnych, coraz więcej zła w stosunkach między ludźmi. Tacy jesteśmy jako osoby wierzące, jako katolicy mamy swoje grzechy, ale przecież wiemy coś bardzo ważnego. Coś, co niewierzącym wydaje się nieprawdopodobną bajeczką.

Wiemy, że życie dane nam raz jeden, jest nie tylko drogą na cmentarz, ale jest drogą do Boga – na ucztę, którą w wieczności przygotował Król wszechświata. Ziemskie życie jest zaproszeniem. Któregoś dnia zostaniemy – jak owi ludzie w przypowieści – zawołani na ucztę. My to wszystko wiemy. Rzecz w tym, czy na co dzień o tym pamiętamy i czy zawsze jesteśmy gotowi oderwać się od codzienności, ubrać się odświętnie i pójść, gdzie woła Bóg? Właśnie – ubrać się odświętnie. Ten odświętny strój to nic innego, jak dobro, które staramy się każdego dnia czynić.

Nam, ludziom wierzącym powinno być łatwiej o tym pamiętać i ciągle korygować, poprawiać sposób życia, mieć także siły do dobrego. Z tego prostego powodu, że nie jesteśmy w tym wszystkim sami. Tworzymy wielką rodzinę Kościoła, w którym od wieków Jezusowa Ewangelia jest głoszona, przypominane są zasady życia, grzechy przebaczane w sakramencie pokuty przestają nas obciążać, chleb Komunii świętej dodaje sił. A Bóg według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę – zapewnia apostoł. Bóg zaspokoi najgłębsze potrzeby człowieka w tym życiu i tę ostateczną potrzebę, jaką jest pragnienie ostatecznego spełnienia się w wieczności. Warto więc czuwać, by nie zlekceważyć Bożego zaproszenia. Amen.

Ks. Stanisław Puchaczewski
proboszcz parafii św. Karola Boromeusza

Comments are closed.