Kościół, dzieło Ducha Świętego

medalion Koronacja Najświętszej Maryi Panny, kościół św. Karola Boromeusza w ŻyrardowieI. Kościół w Wieczerniku, Kościół na kuli ziemskiej – dzieło Ducha Świętego

Kościół zamknięty w Wieczerniku (Apostołowie i Maryja trwają razem na modlitwie ). Mija 50. dzień od Zmartwychwstania Chrystusa. Nagle wszyscy słyszą szum gwałtownego wichru i widzą płomyki ognia – empiryczne znaki uchwytne dla zmysłów, które świadczą, że wypełnia się obietnica Zesłania Ducha Świętego. O tym niezwykłym wydarzeniu opowiadają nam odczytane przed chwilą fragmenty z Dziejów Apostolskich.

Czy istnieje jakiś związek dzisiejszej uroczystości Zesłania Ducha Świętego przeżywanej przez nas tu zgromadzonych z wydarzeniem, które miało miejsce 2000 lat temu? Jest. Dziś Kościół przekroczył próg Jerozolimskiego Wieczernika, granice Jerozolimy, granice Imperium Rzymskiego, jest obecny wśród wszystkich narodów świata i przepowiada Ewangelię Zbawienia we wszystkich językach używanych na kuli ziemskiej.

Mamy więc prawo i obowiązek mówić, że Zesłanie Ducha Świętego trwa dalej i radujemy się z tego. Mówimy słusznie o „wiecznej trwałości” Pięćdziesiątnicy.

Wiemy istotnie, że pięćdziesiątego dnia po Zmartwychwstaniu Pana Jezusa, Apostołowie zebrani w wieczerniku odkryli w sobie moc Ducha Świętego, który na nich zstąpił, moc Ducha Świętego, którego Jezus wielokrotnie obiecywał za cenę swojej Męki Krzyżowej. W tym samym wieczerniku, w którym uprzednio spożył Ostatnią Wieczerzę i ustanowił Eucharystię, w tym samym wieczerniku, w którym miało miejsce pierwsze spotkanie z Chrystusem Zmartwychwstałym – wszedł tam w ciele noszącym znamiona męki mimo drzwi zamkniętych, w tym samym wieczerniku, w którym Tomasz Apostoł zwany niewiernym, obmacywał własną ręką rany po gwoździach i żołnierskiej włóczni, po ośmiu dniach, które upłynęły od pierwszego spotkania. Obmacywał, bo nie wierzył naocznym świadkom, uwierzył własnym zmysłom, gdy dotknął, osobiście sprawdził.

Dzięki tej mocy udzielonej w wydarzeniu Zesłania Ducha Świętego, Apostołowie zaczęli działać, zaczęli wypełniać swoją służbę. Rodzi się Kościół apostolski, powszechny, święty.

Chrystus dał Ducha Świętego Kościołowi jako Boski dar i jako nieustanne i niewyczerpane źródło uświęcania. „Weźmijcie Ducha Świętego..” i ten dar świętości zaczyna natychmiast działać: uświęcenie rozpoczyna się – według słów samego Chrystusa – od odpuszczenia grzechów.

Najpierw jest chrzest, sakrament całkowitego wymazania win, bez względu na ich liczbę i ich ciężar; następnie jest pokuta, sakrament pojednania z Bogiem i z Kościołem, i jeszcze namaszczenie chorych.

Dzieło uświęcenia osiąga zawsze swój szczyt w Eucharystii, sakramencie pełni świętości i łaski. W tym cudownym przypływie życia nadprzyrodzonego ważną rolę spełnia sakrament bierzmowania. Człowiek bierzmowany jest „uzbrojony mocą z wysoka”. Dzieło uświęcenia wyraża się także w tym uzbrojeniu, umocnieniu z wysoka. Natura sakramentu bierzmowania wypływa z tego udzielania mocy, która przez Ducha Świętego zostaje ofiarowana każdemu ochrzczonemu, aby go uczynić – według terminologii znanej w katechezie – chrześcijaninem doskonałym i żołnierzem Chrystusa, gotowym świadczyć z odwagą o Jego zmartwychwstaniu i o Jego zbawczej mocy: „i będziecie moimi świadkami”.

II. Kościół w sercu świętych

W minioną niedzielę, tj. 17 maja 2015 roku, na Placu Świętego Piotra w Rzymie, papież Franciszek kanonizował zakonnicę palestyńską, Mariam de Bethleem. Ta mała Arabka, współczesna Bernadette Soubirous, wpisała w historię świata i Kościoła, niezwykłą historię swojego życia. Jej życie bez reszty podporządkowane Duchowi Świętemu otwiera przed nami nowe horyzonty widzenia człowieka, który staje do konfrontacji z wiecznością.

Mariam Baouardy znana na świecie jako siostra zakonna, karmelitanka Marie de Jesus Crucifie, urodziła się 5 stycznia 1846 roku w Abelin, w Galilei, a zmarła 26 sierpnia 1878 roku w Bethleem. Beatyfikował ją papież Jan Paweł II w roku 1983. Jej rodzice patrzyli na śmierć swoich 12 małoletnich synów. Po tych dramatycznych doświadczeniach zdecydowali się na pielgrzymkę do Betleem, dystans 170 km, aby prosić Boga o córkę za wstawiennictwem Dziewicy Maryi. Córka urodziła się 9 miesięcy po pielgrzymce, 5 stycznia 1846 roku. Na chrzcie świętym otrzymała imię Mariam. Rok po jej narodzeniu przyszedł na świat chłopczyk, który otrzymał imię Boulos.

Rodzice Mariam zmarli, jedno po drugim, w krótkim czasie, gdy miała ona zaledwie 3 latka. Siostra i brat po śmierci rodziców zostali rozdzieleni i już nigdy się nie spotkali za życia. Mariam została przyjęta przez wuja ze strony ojca, podczas gdy jej brat, Boulos, został przyjęty przez ciotkę ze strony matki.

W wieku 8 lat Mariam przyjęła pierwszą komunię świętą. W krótkim czasie od tego wydarzenia jej wuj i cała rodzina wyprowadziła się do Aleksandrii, by tam zamieszkać na stałe.

Gdy Mariam skończyła 13 lat, wuj chciał ją wydać za mąż. Kategorycznie sprzeciwiła się wujowi, gdyż zapragnęła swoje życie poświęcić Jezusowi Chrystusowi. Wuj, ogarnięty wściekłością, zaczął ją źle traktować, poniżać jej godność i ją znieważać na różne sposoby. Po trzech miesiącach upokorzeń, Mariam myśli o swoim braciszku, którego pragnie ponownie zobaczyć i pisze do niego list. List ten zanosi do pewnego muzułmanina, dawnego służącego w rodzinie swego wuja, zamierzającego udać się w podróż do Nazaretu. Zaproszona do stołu, przedstawia swoją nieszczęsną dolę.

Służący sugeruje jej przejście na islam. Kolejny raz Mariam kategorycznie odmawia, wyznając swoją wiarę chrześcijańską. Muzułmanin rzuca ją na ziemię i w swojej cementowni podrzyna jej gardło (przez całe życie będzie zachowywała szokującą bliznę). Potem, sądząc że jest martwa, owija ją w wielki całun i porzuca na opustoszałej ulicy, wieczorem 8 września 1859 roku.

Mariam „budzi się” w grocie i widzi u swego boku siostrę zakonną ubraną na niebiesko, w późniejszym czasie uświadomiła sobie, że pielęgnująca ją siostra, to Dziewica Maryja, Matka Boża. Siostra ta w niebieskiej sukni pozszywała ranę, pielęgnowała ją, uczyła z wielka erudycją i miłością nie znającą miary. Potem, gdy Mariam wystarczająco wyzdrowiała, siostra opuściła ją w jakimś kościele Aleksandrii, podczas gdy Mariam tam się spowiadała.

W wieku 13 lat zaczyna więc młoda Mariam życie wędrowne przemieszczając się z miast do miasta, z kraju do kraju. Bezskutecznie dąży do odnalezienia brata, pracuje jako służąca, najpierw w Aleksandrii, Jerozolimie, Bejrucie, w końcu w Marsylii. Za każdym razem, gdy rodzina, u której pracuje, zaczyna okazywać jej zbyt duży szacunek, wyjeżdża najdalej jak to możliwe.

Całe życie Mariam było napełnione nadzwyczajnymi, tajemniczymi, zaskakującymi darami: wizje ekstazy, konwersacje ze świętymi mieszkańcami nieba, bilokacje, proroctwa, uzdrowienia, uniesieniami wbrew prawu grawitacji, stygmatami itp. Jej głęboka pokora (określała siebie „le petit” – maleństwo) i porzucenie siebie w dłoniach Pana pozwalało jej żyć z doskonałej równowadze ducha i ciała. Jej miłość wyjątkowa jest pełna świeżości. Jest ona dla nas także świadkiem istnienia tego „uniwersalnego świata niewidzialnego”, który nasza wiara głosi, w którym żyć będziemy wiecznie, po śmierci.

Nowa święta Mariam od Jezusa Ukrzyżowanego zachęca nas w pozostawionym na piśmie przesłaniu, by częściej wzywać Ducha Świętego. W liście skierowanym do papieża Piusa IX pisze: „Świat i wspólnoty religijne szukają nowych form pobożności, a zarazem lekceważą pobożną uległość okazywaną Duchowi Świętemu. Dlatego pogrążają się w błędach, niezgodzie, rozdarciach, pozbawiają się pokoju, światła i prawdy”.

III. Kościół, Polska i modlitwa papieża Jana Pawła II

Niech zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię!

Refren psalmu Zielonych Świątek: Niech zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię! Te słowa mocno zapisały się nam w pamięci – nie tylko indywidualnej, lecz i zbiorowej. Jak zauważył ks. Tomasz Horak: tą prośbą, tym nakazem zakończył przed laty swoją pierwszą homilię na polskiej ziemi papież Jan Paweł II. Dodał wtedy słowa, które zabrzmiały bardzo mocno: „Tej ziemi!” Minęło kilka dziesięcioleci. Na oczach naszego pokolenia słowa te spełniły się w sposób nieoczekiwany dla nas i dla Europy. System politycznego, ideologicznego, gospodarczego zniewolenia, imperium zła zaczęło pękać. Mapa Europy wygląda dziś inaczej. Dziś liturgia kazała nam powtórzyć tamto wołanie. A jest ono wciąż potrzebne, bo nie wszystko do końca się odmieniło. Niektóre zaś zmiany w złą poszły stronę. Zarówno zmiany obyczajowe, jak i społeczne, ale także polityczne i ustrojowe. Jan Paweł II w kolejnych pielgrzymkach do Ojczyzny, ostrzegał nas, że wolność trudno jest odzyskać, a jeszcze trudniej zagospodarować. W żadnym wypadku nie może ona być oderwana od Prawdy. Nie upilnowała Polska swojej wolności. Nie potrafią Polacy posługiwać się trudnym narzędziem demokracji.

Nie czynimy tego, co chcemy

Przed nami jeszcze długa droga do prawdy, sprawiedliwości i pełnej wolności. Dlaczego? Odpowiedź dał Apostoł Paweł. Przypomnę słowa czytanego przed chwilą listu: Ciało do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie. Rzeczywiście, tak wiele spraw w Polsce, w Europie układamy nie tak, jakbyśmy chcieli. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że ciało do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało. Dlatego, że jesteśmy wewnętrznie rozdarci. Każdy człowiek, w każdej epoce temu podlega. Ale nas ten problem dotyka szczególnie mocno i wyjątkowo boleśnie. Z dużą łatwością przejmujemy z Zachodu obyczaje złe, z wielkim oporem obyczaje dobre. Rozdarcie ludzkich serc, sprzeczności postaw pogłębiają się. I, jak przestrzegał Apostoł, stajemy się niewolnikami samych siebie.

Program i siła

Czy chrześcijanin ma odpowiedź na wyzwania współczesności? Owszem, ma. Odpowiedź ta wskazuje na dwa, wzajemnie dopełniające się obszary. Pierwszym jest dar Boży – dziś, w dzień Zielonych Świąt dostrzegamy ten dar jako wielorakie owoce Ducha Świętego. Tak właśnie nazwał je apostoł i wyliczył ich dziewięć. I to jest drugi obszar – dary Ducha stają się dla przyjmującego je człowieka zadaniem. Tym darem i zadaniem jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przebiegnijmy je myślą, zamieniając w pytania skierowany do samych siebie:

Miłość – czy żyjesz dla innych, czy tylko dla siebie? Czy idziesz do ludzi z sercem, czy czekasz, by najpierw tobie serce okazano?

Radość – czy swoją pogodną obecnością budzisz w innych uśmiech? Czy raczej czekasz, aby to ciebie pocieszano? A może nie potrzebujesz już radości, bo wystarcza ci uciecha kupowana w telewizji czy monopolowym sklepie?

Pokój – czy twoje spojrzenie, dotyk dłoni, wypowiedziane słowo uciszają serca bliskich? Czy też sama twoja obecność powoduje zamęt, gdziekolwiek się znajdziesz?

Cierpliwość – pamiętasz o wieczności? Bądź więc cierpliwy, Bóg dał nam tak wiele czasu, a my chcielibyśmy wszystko osiągnąć w pięć minut. A co gorzej – zmuszamy do tego otoczenie.

Uprzejmość – czy jesteś wewnętrznie życzliwy wobec ludzi i czy starasz się to okazać słowem, gestem, uśmiechem? I czy odwzajemniasz każdy uprzejmy gest tobie okazany?

Dobroć – czy nie zatraciłeś tej głęboko ludzkiej skłonności bycia pomocnym, ofiarnym, przychylnym i ciepłym dla każdego, kogo spotykasz?

Wierność – czy bliscy mogą ci ufać we wszystkim? Czy twoje przywiązanie do nich jest pełne oddania? Czy jesteś stały w uczuciach? I czy dbasz o spełnianie przyjętych obowiązków?

Łagodność – czy jesteś spokojny i delikatny? Czy swoje słowa i zachowanie potrafisz dostosować do wrażliwości różnych osób? Czy umiesz łagodzić nieuniknione zadrażnienia i różnice zdań?

Opanowanie – czy panujesz nad sobą, nad swoimi odruchami, instynktami i zachciankami? Czy potrafisz rezygnować z tego, o co upomina się twoje ciało, twoje zmysły, twoje przyzwyczajenia?

Dużo takich małych pytań musisz sobie postawić, żeby twoje życie mogło mieć wpływ na bieg spraw wielkich. Bardzo wielu ludzi musi zacząć stawiać sobie podobne pytania, aby oblicze naszej ziemi było coraz bardziej ludzkie i Boże zarazem. Czasu na przemianę nas samych i naszej Ojczyzny mamy coraz mniej. A przecież nad nami wciąż jest moc Bożego Ducha.

Ks. Stanisław Puchaczewski

Comments are closed.